- „MUSZĘ wiedzieć, co dalej, co po kolei, muszę mieć porządnie zaplanowane życie” – mówi klientka.
- „MUSZĘ wiedzieć, co dalej, co po kolei, muszę mieć porządnie zaplanowane życie” – mówi klientka.
No już! Startuj! Najważniejsza jest samodyscyplina. Zaciśnij zęby i działaj.
- Nie jestem dobrym mówcą.
- Nie potrafię nawijać na każdy temat, jak inni.
- Jak się będę jąkać, to moi pracownicy od razu zobaczą, że
mi brakuje pewności siebie.
- Jak tyle osiągnąłem, to powinienem umieć o tym powiedzieć
na scenie.
Często motywacją do tego, żeby zacząć uczyć się wypowiedzi na forum jest obawa
przed oceną i wnioski na temat swoich kompetencji wyciągane z nielicznych
wystąpień, które zakończyły się niezupełnie po naszej myśli.
I wtedy pytam moich Klientów, jak by było po ich myśli.
No i zaczynają wymieniać: widzę na twarzach ludzi akceptację, rozumieją co do
nich mówię, robią, o co proszę, na i nie jąkam się, nie mówię „yyyyyy..”, nie
ruszam tak nerwowo (albo nie stoję jak słup soli), nie denerwuję się, wychodzę
i mówię – nie muszę się aż tak przygotowywać.
- A na ile te Twoje oczekiwania są realne? - pytam.
Odpowiada mi zdumiona moją arogancją cisza lub lekki nerwowy
uśmiech.
- No dobrze, to przeanalizujmy je – proponuję.
Skąd będziesz wiedzieć, że to, co maluje się na twarzach ludzi, to akceptacja?
Jak poznajemy akceptację?
Wyobraź sobie sytuację, w której przychodzisz na niekoniecznie z utęsknieniem
oczekiwane przez ciebie wystąpienie szefa lub partnera biznesowego.
Czego potrzebujesz?
Na co czekasz?
Jak się zachowujesz na początku?
Od czego zależy Twoja pierwsza reakcja, od czego mina z którą wchodzisz?
…
No właśnie! Wchodzisz z głową pełną swoich spraw, wchodzisz ze swoimi problemami,
nie masz wiele czasu, więc niekoniecznie czekasz na popis oratorski –
potrzebujesz, żeby było jasno, konkretnie i na temat.
Trochę inaczej, gdy ktoś się wypowiada na evencie, który ma
luźniejszą formę i gdy celem wypowiedzi jest zainspirowanie lub zabawienie
zebranej grupy – wtedy oczekiwania będą nieco inne, i sposób przygotowania do
wystąpienia inny – jednak w relacjach biznesowych zwykle oczekujemy konkretu.
No a czego oczekujemy na poziomie mowy ciała lub głosu?
- Mówili im już różni coachowie, co mają robić, mówili Ci,
którzy odnoszą sukcesy, ale moi ludzie są zmotywowani tylko jakiś czas po tych wystąpieniach
– powiedziała moja Klientka, prezes pewnej organizacji, która przyszła do mnie, bo
chciała zwiększyć zaangażowanie pracowników działu sprzedaży.
- Pani jest coachem, może Pani im jakoś lepiej powie, dotrze Pani do nich –
dodała.
- Po pierwsze chciałabym sprostować - odpowiedziałam – coach
nie jest człowiekiem, który ma ludziom mówić, co mają robić. Natomiast niektórzy
coachowie czasami faktyczne o tym mówią. Dzieje się to, gdy bywają w innej roli
- w roli mówcy motywacyjnego, trenera, mentora – tylko że to, co wtedy robią,
to nie jest coaching.
A jeśli jakiś czas po minionych wystąpieniach Pani ludzie byli zmotywowani, to znaczy,
że były to dobre wystąpienia.
Oczywiście ja mogę dla Państwa zrobić kolejne wystąpienie motywacyjne, ale ono
też starczy tylko na chwilę. Bo rolą wystąpienia motywacyjnego jest zmotywowanie
ludzi do rozpoczęcia działania. A o ile dobrze zrozumiałam, problem Pani zespołu nie polega na pobudzeniu motywacji, ale na jej podtrzymaniu.
W związku z tym proponuję zająć się tym, co zrobić, żeby podtrzymać motywację w
obliczu zniechęcenia, pojawiających się niepowodzeń, spadku pewności siebie i
poczucia sensu.
A w tym obszarze możemy zrobić dużo – możemy przeanalizować to, jak i dlaczego
ludzie tracą motywację, jak się wspomóc, gdy natrafiamy na przeszkody w
realizacji celów, jak pracować z ograniczającymi przekonaniami i spadkiem pewności
siebie.
Tu mogę przedstawić kilka użytecznych teorii, ale i odwołać się do doświadczeń
uczestników eventu.
Potem – ponieważ każdy człowiek ma trochę inną konstrukcję, inne przekonania,
inne problemy, ale i inne mocne strony - mogę zaproponować elementy coachingu grupowego, dzięki któremu uczestnicy spotkania
przyjrzą się sobie.
Na końcu – wykorzystując poznaną teorię - będą indywidualnie i w parach rozważać te problemy z motywacją, które mogą dotyczyć ich samych.
A potem stworzyć najlepszy dla siebie plan działania.
Bo gdy uświadomimy sobie (na przykład dzięki coachingowi), jak to się, dzieje
że spada nasze zaangażowanie, możemy stworzyć konkretny plan, który pomoże nam radzić
sobie z trudnościami i zniechęceniem, jakie pojawiają się w każdym wymagającym
procesie realizacji celów. I taką pracę proponuję.
Oczywiście – jeśli chcemy zadbać o swoją skuteczność – przydaje się indywidualna
praca coachingowa i wsparcie w momencie, w którym problemy pojawiają się.
---
Rozmowę z moją Klientką przytaczam, żeby raz jeszcze sprostować nieporozumienia
dotyczące coachingu i wystąpień motywacyjnych.
Żeby przypomnieć, że w coachingu poszerzamy pole widzenia Klienta i wspieramy go
w tworzeniu skutecznej strategii, i osiąganiu celu.
Pragnę też bardzo mocno podkreślić, że motywacja to proces, a nie jednorazowy
akt.
A jak Wy radzicie sobie ze spadkami motywacji – swoimi lub swoich zespołów? Jakie
macie metody?
Zaufanie?
Wiesz, że warto je budować?
Że bez zaufania nie ma zaangażowanego zespołu (zespołu w biznesie, na uczelni,
w domu – rodzina to też zespół)?
Wiesz, że brak zaufania leży u podłoża dysfunkcji pracy zespołowej wg. teorii
Patricka Lencioniego?
Tak, wiesz. Słyszałeś, jak budować zaufanie, czytałeś nawet na ten temat.
Ale okazuje się, że w praktyce nie jest to takie proste, jak się wydaje.
Dlaczego?
Dlatego, że każda sytuacja jest inna, każda grupa ludzi jest
inna, historia każdego zespołu jest inna.
Osobiście uważam (możesz się nie zgodzić), że nie da się bezrefleksyjnie
zaimplementować czyjejś metody, dlatego ze swoimi klientami – menedżerami,
wykładowcami - pracuję coachingowo, żeby poszerzyć ich i swoje (jeśli oczekują
konsultingu) postrzeganie sytuacji, żeby zrozumieć jakie jest emocjonalne konto
relacji między ludźmi, żeby dostosować metodę pracy nad budowaniem zaufania do
osobistych preferencji menedżera i do potrzeb grupy.
Ale, gdybym „dociśnięta do ściany” miała dać komuś jedną
uniwersalną radę, jak budować zaufanie, a przez to wzmacniać zaangażowanie
zespołu, powiedziałabym:
- Nie wykonuj gwałtownych ruchów, trzymaj na
wodzy emocje i obserwuj. Dawaj ludziom przestrzeń, okaż zaufanie. Zaufanie
buduje zaufanie.
Gdy się uczymy lub wykonujemy jakiekolwiek zadania jesteśmy zainteresowani tym, jakie robimy postępy i jak postrzegają naszą pracę inni.
Potrzebujemy punktu odniesienia - informacji która pomoże nam spojrzeć na swoje działania z perspektywy drugiego człowieka - obserwatora, nauczyciela, szefa.
Bywa też, że to my obserwujemy pracę drugiej osoby - wtedy warto, żebyśmy umiejętnie udzielili jej feedbacku i czasem robimy to, tylko ... czy zawsze jest on dobrze odbierany?
Gdy uczę menedżerów dawania feedbacku, to (zanim przećwiczymy struktury) mówię, że najważniejsza jest intencja – że intencja jest ważniejsza od struktur, bo dobrą intencję i to, że opieramy się na FAKTACH (a nie interpretacjach czy uprzedzeniach) odbieramy dobrze.
Sama chętnie przyjmuję feedback, jeśli nawet ktoś użyje niesprawdzonej formuły, ale ma intencję otworzenia mnie na nową perspektywę i inne możliwości działania. Chętnie posłucham, co ma mi do powiedzenia, jeśli jego intencją nie jest pokazanie swojej wyższości czy zmiecenie pod dywan moich wysiłków, tylko pomoc w ulepszeniu mojej pracy. Jeśli ma takie intencje, będę chciała z nim współpracować i będę pytać go chętnie o zdanie.
A jeśli chcecie poczuć ideę konstruktywnego feedbacku, to poszukajcie sobie w sieci filmu „Motyl Austina”.
I w zasadzie nie miałabym nic więcej do dodania, bo wydawało mi się, że o feedbacku tyle już napisano, że wszyscy wszystko wiedzą, znają różne jego odmiany, tymczasem życie przynosi zaskoczenia, więc trochę jeszcze dodam.
Dodam, bo firma w której prowadzę szkolenia menedżerskie, miała przed rokiem warsztat z udzielania feedbacku i okazało się, że menedżerowie uczyli się na nim struktury … kanapki!?!?
- No ale Dorota, przecież piszesz, że struktura nie najistotniejsza?
- Tak piszę, ale na litość boską nie kanapka!!!
- Dlaczego?
- Już odpowiadam:
Zaczynając od początku – „kanapka”, „hamburger komunikacyjny”, czy "komunikat sandwiczowy", polega na otoczeniu negatywnej wiadomości dwiema warstwami pozytywnych komentarzy, co ma złagodzić odbiór krytyki.
Jednakże, od dawna wiemy, że nie jest to zalecana praktyka, bo:
1. Jest niekonkretna. Jeśli warstwy pozytywne są mocno zaakcentowane, odbiorca informacji może skupić się na jej pozytywnych aspektach i nie dostrzec istoty przekazywanej krytyki, nie zrozumieć, co dokładnie jest problemem i jak go rozwiązać.
2. „Pakowanie" negatywnych informacji w otoczkę pozytywności może sprawić, że komunikat traci na autentyczności – nie wiem, na ile tak naprawdę ubrany w warstwę ochronną przekaz jest ważny.
3. Kanapka wprowadza nieświadomego techniki człowieka w stan rozchwiania emocjonalnego: „najpierw mnie pochwalił, potem przyłożył, a na końcu znowu pogłaskał i już nie wiem, czy mam się martwić, czy cieszyć”.
4. Świadomi techniki pracownicy doskonale wiedzą o co chodzi, i myślą: „szef chwali, więc zaraz przy …eprzy, żeby potem znowu pochwalić, żenada? Czemu on po prostu boi się powiedzieć, o co mu chodzi? Aaaaa….. Tak go nauczyli”.
Chyba nie chcesz być szefem, którego podejrzewa się o brak odwagi cywilnej? No właśnie!
To, jaką konstrukcję informacji polecę? Zdecydowanie lepsze jest klasyczne FUKO: Fakty - Ustosunkowanie się - Konsekwencje - Oczekiwania
„Nie wykonałeś na czas zlecenia - taka sytuacja nie może mieć miejsca - klienci mieli do mnie pretensje, nie dość, że musiałam się tłumaczyć, to jeszcze wizerunek zespołu na tym ucierpiał. - Oczekuję, że następnym razem wszystko będzie gotowe dzień przed terminem" - krótko i konkretnie. Wiadomo o co chodzi i co należy zrobić.
Czasem - szczególnie, gdy sytuacja nie wymaga korekty, wystarczy zwykłe
UF: Ustosunkowanie się - Fakty (dobry wzór krótkiej pochwały)
„Bardzo mi się podoba, jak przygotowałeś prezentację - wyraźne duże litery są czytelne, a ładne rysunki robią doskonałe wrażenie”.
Oczywiście jest jeszcze dużo innych struktur (RPB, Spinka, STAR) i wszystkie są do zastosowania.
Ja lubię informację zwrotną w stylu coachingowym, której uczę na warsztatach, ale jest nieco skomplikowana więc jej w krótkim poście nie podejmuję się opisać.
Na koniec przypomnę tylko, że struktura feedbacku (gdy wykreślimy kanapkę, którą najwyżej zjadamy na śniadanie ;)) nie jest najważniejsza.
Co więcej - nawet używając sprawdzonej struktury, na przykład FUKO, można ideę informacji zwrotnej wypatrzyć i zastosować ją, aby dać komuś karę lub nagrodę.
Przykład?
Zdarzyło się kiedyś na jednym z moich warsztatów przywódczych, że w trakcie ćwiczeń bardzo doświadczony, współzarządzający wielotysięczną firmą człowiek, ćwicząc FUKO powiedział:
- Nie przygotowałeś raportu – jestem zbulwersowany – klient się wycofał więc odbieram Ci premię – oczekuję, że następnym razem nie będę tego musiał zrobić.
Mamy tu karę bez konkretnie sprecyzowanych oczekiwań. Co więcej - oczekiwania w stosunku do tego, co on jakoby "musi".
A więc formuła informacji to tylko formuła, a co Ty w nią wpiszesz, to już Twoja odpowiedzialność.
Oczywiście na warsztatach wyłapuję takie nieporozumienia, koryguję, uczę jak znając formuły, traktować je kreatywnie i mówić swoim językiem, żeby nasze rozmowy z pracownikami były autentyczne, dobrze odbierane i żebyśmy swoim ludziom i sobie pomagali się uczyć, a nie podcinali skrzydła.
Pozostała jeszcze kwestia odbierania informacji zwrotnej i proszenia o nią – bardzo ważna kompetencje lidera uczącego się zespołu, ale to już temat na inny post.
- Jak mam zmienić zasady, skoro pracownicy przyzwyczaili się do tego, co było? Jak oni mnie potraktują, jeśli powiem, że to, co robiliśmy ...