piątek, 27 stycznia 2023

Mniej spać, więcej pracować - dylematy lidera

 








„Chcę wstawać wcześniej, żeby w czasie dnia zrealizować więcej zadań” - powiedziała jedna z moich Klientek.

A więc dziś opowieść.

  …

 Wyobraź sobie, że jesteś na łące. Po łące biegają króliki.

Jest ich mnóstwo i mnożą się, jak to króliki – to przebiega Twoje dawno zaplanowane zadanie, to pomysł na który wpadłeś scrollując media społecznościowe, no i wyzwanie z webinaru, i wymagania Twojej rodziny, i jeszcze kolejny pomysł na super biznes ..

To oczywiste, że króliki będą się wciąż mnożyły. Równie oczywiste, że chcesz przeżyć, zapewnić sobie coś do jedzenia, no i chcesz mieć w życiu trochę radości.

Żeby przeżyć łapiesz więc króliczka za króliczkiem i po jakimś czasie masz klatkę pełną króliczków, ale … nie masz siły, żeby zając się nimi, nie masz ochoty na spacer, nie masz siły zrobić z nich futrzanej czapki czy futerka (brrrr, coraz mniej mi się podoba metafora, ale brnijmy dalej), nie śpisz, pracujesz, ale i tak zaniedbujesz króliczki i większość zdycha.

 Gonisz więc za kolejnymi króliczkami – nieważne, czy to małe króliczki, czy naprawdę potężne tłuste króliki - kolejny kurs, język, kolejne kompetencje, dodatkowy milion w kieszeni, jeszcze jedno mieszkanie na wynajem …

A życie ucieka – niepowtarzalne przeżycia, ludzie, cuda przyrody, książki, spotkania, przyjemności.

Zastanawiasz się więc, jak skończyć z tym królikowym szaleństwem.

 

Zadajesz sobie pytania:

- Na czym naprawdę mi zależy?

- Jakie 20 % działań, które wykonuję, przynosi 80% efektów? (prawo Pareto)

- Co jest ważne i niepilne, ważne i pilne (Eisenhower)

Zadajesz je, ale dalej gonisz. Nie potrafisz się zatrzymać.

Mimo tego, że wiesz, co masz zrobić ... nic się nie zmienia.

I tu nagle pojawia Ci się w głowie świetny pomysł : Będę mniej spać, wstawać wcześniej!" 😉

Ponieważ wiesz, że ten pomysł zaprowadzi Cię do samozagłady, nie wstajesz wcześniej, co daje Ci dodatkowy powód do dyskomfortu.

A kolejny powód, jest taki, że doskonale wiesz, co masz robić, ale nie robisz ...

 

-  Jak przejść od wiem, do robię?

-  Jak wdrażać w życie to, co ważne?

Z moich doświadczeń wynika, że czasem to długi proces, kiedy indziej wystarczy coaching lub nawet jedna dobrze sformułowana myśl.

 

Więc dziś podrzucam Ci historię o króliczkach i myśl, która pomaga mi odpuszczać:

 „Wszystkich celów, jakie przed sobą w życiu postawię i tak nie zdążę zrealizować, więc - jakbym się nie starała - to finalnie jestem skazana na porażkę 😛

 

Będę więc częściej spacerować po łące, uśmiechać się.

 A króliki? … Wypuszczę te, które nie są mi niezbędne.”

A jak Wy jak radzicie sobie ze swoimi królikami?

#zmiana #nawyki #zzyciemnaty #priorytety

środa, 4 stycznia 2023

Minęło 10 lat





 „Wreszcie naprawdę wiem, że żyję. I właśnie dla takich dni chcę żyć! ” - pomyślałam wychodząc z uczelni. Za mną były bardzo satysfakcjonujące dwa dni –  pierwszemu nadały sensu udane warsztaty menedżerskie, drugiemu dopołudniowy warsztat online z zarządem jednej z polskich uczelni i wieczorny wykład z komunikacji w biznesie. Zaangażowanie uczestników przełożyło się na moje przeświadczenie, że robię to co powinnam i jestem w najlepszym miejscu i czasie.

Studia coachingowe ukończyłam, przed pięćdziesiątką, dokładnie 10 lat temu. Dopiero kiedy odchowałam trójkę dzieci, dałam sobie prawo, żeby realizować swoje młodzieńcze #marzenia - żeby pomagać ludziom w rozwoju, wspierać ich w osiąganiu celów, ale nie wiedziałam, na co się porywam.

To było ogromne wyzwanie, choć kapitał wyjściowy miałam pokaźny -  ukończyłam Szkołę Trenerów Wszechnicy UJ, miałam doświadczenia w prowadzeniu biznesów (firmy edukacyjnej, handlowej, pensjonatu), doświadczenia medialne (pracę w radiu, TV, rzecznikowanie), a nawet zdarzało się, że uczyłam polityków wystąpień publicznych, uczyłam też technik pamięciowych. 
Kompetencje i minione #sukcesy to była moja siła, ale i słabość, bo jak się zajmuje stanowiska, zdobywa nagrody biznesowe, to trudno zaczynać od nowa, trudno powiedzieć: „nie wiem” . Pisałam już o „nie wiem”, jako o podstawowym warunku uczenia się - zainteresowanych odsyłam do krótkiego artykułu  - https://alchemiaprzywodztwa.blogspot.com/2022/06/kiedy-niewiedza-buduje.html

To post rocznicowy, a więc pragnę napisać, że w ciągu tych 10 lat osiągnęłam więcej niż zamierzałam - przeprowadziłam w oparciu o własne programy wiele tysięcy godzin szkoleń, warsztatów i coachingów, stworzyłam programy studiów z zakresu coachingu i przywództwa, powołałam do życia Oddział Izby Coachingu, publikowałam do „Charakterów” i wydawnictw biznesowych, redagowałam blogi, występowałam w mediach i na konferencjach.

I przede wszystkim uczyłam się. Przez pierwsze 2 lata przeczytałam ponad 200 książek (czytanie na szybko i w panice to nie jest najlepsza metoda), szybko uzupełniałam kompetencje: otrzymałam akredytację IC, certyfikaty uprawniające do badań odporności psychicznej (MTQ) i przywództwa (ILM), ukończyłam Szkołę Zarządzania Zmianą i kurs Racjonalnej Terapii Zachowania oraz wiele innych szkoleń. Nie wspomnę już o kompetencjach w obszarze pracy zdalnej, które musiałam nabyć.

Nie żyłam, nie robiłam nic więcej – pracowałam non-stop, odzwyczaiłam się od oglądania telewizji, prawie nie wyjeżdżałam na wakacje, żałowałam czasu na chwile z rodziną i przyjaciółmi. Za to wplątałam się w niezwykle toksyczną biznesową współpracę.
Koszty tego wszystkiego były za wysokie - bezsenność, wycieńczenie, brak radości z sukcesów.

Mam pełną świadomość, że jako tako funkcjonuję dzięki resztkom instynktu samozachowawczego, który kazał mi prosić o pomoc i … dzięki leśnym spacerom.  Pragnę więc serdecznie podziękować za wsparcie w trudnych momentach mojej koleżance terapeutce Dominice, mojej superwizorce Monice, a przede wszystkim mojemu nauczycielowi medytacji i superwizorowi Henrykowi, a także mężowi i rodzinie.
I o mnie byłoby tyle - historia jakich wiele.

A  jaka z tego wszystkiego ma być #lekcjadlaciebie?

Może taka, że mądry sukces, to sukces, który wewnętrznie nas wzmacnia, a nie osłabia?

No a może pożyteczne będą dla Ciebie trzy moje rady?
Daję je też sobie i zamierzam korzystać – w końcu wypracowałam je sama popełniając swoje błędy.

Po pierwsze  
Prawie każdy sukces kosztuje, ale koszty można ograniczyć, pod warunkiem, że się o to zadba. Obserwuj więc bacznie swoją drogę do celu, zauważaj, czy Twój cel nie okazuje się czasem ważniejszy od Ciebie? Oczywiście możesz zdecydować, że poświęcisz się dla dobra świata lub innej szczytnej idei, ale niech to będzie Twoja świadoma decyzja.

Po drugie
W coachingu funkcjonuje pojęcie dźwigni coachingowej – chodzi o to, żeby skoncentrować  wysiłki w takim miejscu, które pozwoli najłatwiej osiągnąć zamierzony efekt.
Z moimi Klientami najpierw szukamy dźwigni, a potem dopiero tworzymy strategie działania. 
Poszukaj dźwigni, dowiedz się, co jest kluczem do sukcesu w Twojej dziedzinie, określ swoją indywidualną konfigurację. Nie działaj chaotycznie.

Po trzecie
Daj sobie na osiągnięcie sukcesu tyle czasu, ile uważasz, że powinna mieć każda inna osoba.
A pośpiech i panika przedłużają drogę do sukcesu i utrudnia uczenie się.

I jeszcze jedno – proś o pomoc i czasem komuś pomóż, możesz uratować mu życie.


środa, 2 listopada 2022

Jak odgonić trudne myśli?




Co mamy robić z negatywnymi/przerażającymi/dołującymi myślami, które uparcie powracają?




Na początek listopada to bardzo aktualny temat, bo jesień, święto zmarłych, wojna, polityka oraz własne problemy dostarczają namiaru tematów do zamartwiania się i „czarnych” myśli do odganiania. Te myśli czasem się tylko przemykają, a czasem powracają uparcie w postaci tzw. „ruminacji”.
Jak sobie z nim radzić?

Pewnie słyszeliście, że myśli są jak obłoki na niebie, że przychodzą i odchodzą i że najważniejsze, to je zauważać, a potem nie walczyć, tylko obserwować i odpuszczać. Dzięki obserwacji mamy świadomość siły, częstotliwości  i jakości myśli. Kolejny krok – polecenie „odpuść” jest prosty tylko teoretycznie, a więc znajdujemy przeróżne metody na pozbycie się myśli, które nam nie służą.

Bywa, że zgodnie z tzw. „pozytywnym” (ja nazywam je magicznym) myśleniem, ludzie wmawiają sobie, że zamiast gnębiących je treści, stworzą pozytywną narrację i ich sytuacja się zmieni. Tymczasem „pozytywne myślenie” daje często negatywne rezultaty w postaci rozdygotania, wewnętrznego konfliktu i powiększenia problemu, i nie mobilizuje do działania w celu poprawy sytuacji. Każdy pewnie zna znerwicowane osoby, które wciąż deklarują, że pracują nad pozytywnym myśleniem, a od lat toną w problemach.

O wiele lepiej przyjrzeć się negatywnym myślom, zidentyfikować obawy, które się za nimi kryją i działać celowo, aby zapobiec temu, czego się obawiamy. Robić to, co się da, na co mamy jakikolwiek wpływ.

Warto dodać, że osoby odporne psychicznie starają się poszerzać strefę swojego wpływu – angażują się społecznie i politycznie, walczą o to, co jest dla nich ważne, często robią to z ludźmi myślącymi podobnie, a więc w bonusie otrzymują grupę wsparcia. Może warto je naśladować?

No a co, jeśli dręczą nas kwestie, na które nie mamy żadnego wpływu?

Można na przykład być szybszym od swoich myśli – nie pozwolić im się zadomowić w naszej głowie.

Wspominana często przeze mnie pani prof. Maria Pąchalska, światowej klasy neuropsycholog w której wykładach miałam przyjemność uczestniczyć, opowiadała: „Gdyby mój mózg wiedział, ile nocy nie spałam i jak długo podróżowałam, to nie dałabym rady poprowadzić wykładu”.

Strategię stosowałam ponad 30 lat temu, gdy ciężko chorowałam. Gdybym wtedy powtarzała sobie, że mam 30% szans na przeżycie, mogłabym się tak osłabić, że już by mnie nie było. Ta myśl oczywiście powracała, ale nie dawałam jej szans, żeby się rozsiadła w moim mózgu – w zamian tworzyłam plany działania i zajmowałam się życiem.

Co jeszcze możemy robić?
Osobiście lubię nadawać sobie moc – powtarzać, że nie mam wpływu na to, jaka myśl we mnie powstaje, ale nie jestem swoją myślą, jestem od niej większa, więc mogę ją w każdej chwili ją przerwać, pozwolić sobie na długi wydech, i przekierować umysł gdzie indziej.  

Znam osoby, które przeganiają niepotrzebne myśli, powtarzając różne hasła, czy nawet przekleństwa.

Niektórym pomaga tzw. technika billboardu – wyobrażasz sobie, że Twoja myśl jest jak blliboard na ulicy, a Ty przejeżdżasz koło niej, zauważasz ją, a potem mijasz i już jej nie ma.

...

Ponieważ myśli są uparte i im bardziej ich nie chcemy, tym bardziej powracają, czasem można użyć podstępu – na przykład zabawić się w niemyślenie o czymś, co nam służy. Jeśli powiem sobie, że „dziś pod żadnym pozorem nie będę myśleć o najbliższych wakacjach, które zapowiadają się cudownie”, to bardzo prawdopodobne jest, że myśl o wakacjach będzie nas prześladowała przez cały dzień, usuwając w cień  niechciany monolog wewnętrzny.

Metodą wartą uwagi jest racjonalna terapia zachowania pomagająca przepracować własne oprogramowanie. To nieco bardziej rozbudowana metoda, którą stosuję czasem w coachingu i tu tylko zasygnalizuję, że jest.

W pracy samodzielnej można wykorzystać na przykład pisanie ekspresywne, czyli uwolnienie myśli poprzez pisanie o tym, co nas dręczy.

Wiecej czytaj tutaj!
Można też zająć się czymś przyjemnym i wciągającym – dla jednych będzie to rozmowa z bliską osobą, dla drugich hobby, ruch, ulubiony film albo książka.

Jest wiele innych metod. Kluczowe, żeby nie tylko o nich wiedzieć, ale je stosować.

A jakie Wy macie sposoby radzenia sobie z negatywnymi myślami?
Podrzućcie swoje pomysły, niech pod postem stworzy się zbiór różnych propozycji – przydadzą się, bo jak wiadomo,  każdy z nas funkcjonuje inaczej i potrzebuje innego remedium.

piątek, 1 lipca 2022

Radzę się ekspertów, pytam coachów - czyli, po co Ci coaching?

 




- „Radzę się wszystkich - ekspertów, coachów” – usłyszałam niedawno od swojego rozmówcy.

- „Chciałabym, żebyś mi powiedziała, co robię nie tak, nauczyła, jak mam robić inaczej” - powiedziała mi pewna wysoko stojąca w hierarchii swojej organizacji klientka – bardzo wykształcona, doskonały skuteczny menedżer. 

- „Wiesz mamo, coach to taki żenujący zawód – wszyscy już mają dość tego gadania, że: „Będziesz zwycięzcą i możesz wszystko”

- „Coaching to taka terapia dla menedżera” – zmroziła mnie opinia człowieka,  który - O ZGROZO!!!  -  wykładał na studiach coachingowych.”

 

Coachingowe, instytucje, różni poważni ludzie wypruwają żyły, żeby wyjaśnić o co z tym coachingiem chodzi, a i tak w opinii publicznej krąży więcej bzdur niż faktów. Dlaczego?

 

Przedstawię tu moje prywatne zdanie i chciałabym, żeby tak właśnie – jako prywatne – było ono odbierane.
Bardzo często zdarza się tak, że potrzeby klienta wykraczają poza ramy coachingu, a chcemy pomóc człowiekowi, więc pracujemy – ja też – w sposób, adekwatny do sytuacji, w elementy coachingu wplatając to, co w danym momencie jest potrzebne.  I wszystko jest w porządku, jeśli umawiamy się z klientem na mieszaną formę pracy, jeśli mówimy otwarcie: „Teraz  to już moje doradztwo/mentoring /consulting, a nie coaching. ”Ale podejrzewam, że wielu coachów tego nie mówi i klient pozostaje w przekonaniu, że coaching to np. forma doradztwa.

Kolejna możliwa przyczyna może być jeszcze bardziej prozaiczna –  zrobienie dobrego coachingu jest po prostu trudne, więc niezbyt sprawni coachowie w kontakcie z klientem radzą sobie, jak  potrafią – czasem doradzają, czasem terapeutyzują (dobrze, jak mają ku temu uprawnienia), naciskają i gonią klienta do roboty, bo tak bardzo chcą mieć efekty. Czasem niestety coach bywa zmotywowany bardziej, niż klient, a wtedy o coachingu nie może być mowy.

Może być też tak, że medialne gwiazdy „popkultury rozwojowej” (nietrudno takie wskazać) mają zrobione jakieś kursy coachingowe i wychodzą na scenę lub grzmią z You Tube’a, głosząc prawdy objawione, pouczając i obwołując się coachami. Co ciekawe, często zbiera się koło nich spora grupa  wyznawców, będących w stanie płacić jakieś horrendalne kwoty za ich wystąpienia czy szkolenia i dziękować za zbiór wyświechtanych mądrości, jakie głosem nieprzyjmującym sprzeciwu wypowie guru. Brrrrrr… Strzeżcie się!!!

To może wreszcie warto dojść do sedna coachingu?  Czym tak naprawdę jest coaching?  

  1. Coaching jest formą pracy z człowiekiem lub zespołem, która zmierza do realizacji prawdziwych celów klienta. Dlaczego piszę prawdziwych? Bo czasem jesteśmy nieświadomi swoich celów - czegoś chcemy, ale nie bardzo potrafimy powiedzieć czego, więc tworzymy cele zastępcze, błądzimy. I wtedy przydaje się coach, żeby nam pomógł dotrzeć do tego, co naprawdę istotne, tego, o co finalnie chodzi.
  2. Coaching jest pracą, którą w głównej mierze wykonuje klient, a nie coach – to klient idzie swoją droga, klient przygląda się sobie, klient dokonuje odkryć, klient chce! Osobiście jestem doskonałym klientem coachingu, bo się nakręcam i pracuję z zapałem, jak ktoś mi zada pytanie, albo da jakieś ćwiczonko, dzięki któremu zrozumiem czego chcę, jakie mam schematy, co się sprawdza, co się nie sprawdza. (Uwaga!!! Coach nie może sobie sam zrobić coachingu - istnieje co prawda, tzw. autocoaching, ale to nie to samo.) Lubię, jak ktoś ze mną rozmawia o tym, co robię, jak żyję. Ale musi rozmawiać tak, żebym miała przestrzeń na własne wnioski. Nie potrzebuję obcych ocen, osądzania, głaskania, mądrzenia się.  I nie tylko ja tak mam. Coaching jest doskonałą metodą pracy dla osób, które mają chęć i odwagę, żeby brać odpowiedzialność za siebie (czasem i za innych), podejmować własne decyzje, zarządzać swoim życiem. Coaching to metoda dla menedżerów i liderów, i dla tych, którzy chcą rozwijać swoje kompetencje przywódcze.
  3. Coaching jest tym, co dzieje się po drodze do celu - docieraniem do siebie, odkrywaniem swoich możliwości i ograniczeń, zdejmowaniem masek , autorefleksją . I tu znowu warto sobie uzmysłowić, że osoby, które mają ze sobą poważne problemy i potrzebują przepracować terapeutycznie pewne tematy, nie są klientami coachingu. Klient coachingu, to ktoś gotowy na podjęcie wyzwania, to ktoś otwarty na prawdę, będący w stanie ją znieść, nawet jeśli czasem bywa trudna.
  4. Coaching to partnerstwo – to wspólne budowanie na kanwie różnych kompetencji dwóch osób. Pierwszą z nich jest klient - ekspert jeśli chodzi o siebie samego, o swoje potrzeby, ograniczenia, kontekst, swój zakres specjalizacji. Drugą jest coach, który jest wytrenowany w pracy z innymi i posiada umiejętność, słuchania, pytania, rozmowy, która wspiera i otwiera.
  1. Coaching jest spotkaniem dwóch stron i wspólnym budowaniem wartości, na której zależy jednej z nich, a więc za coaching się płaci.
  1. W końcu coaching jest też lekcją, ale specyficzną lekcją. Jak powiedział Timothy Gallwey ojciec metody, coaching … „Nie polega na tym, by uczyć kogoś, ale by pomóc mu się uczyć. Coaching to lekcja o sobie, lekcja uważności, mądrej akceptacji  oraz podejmowania własnych decyzji – bez megalomanii, bez drżenia, bez potrzeby słuchania tych, którzy krzyczą głośno, że „możesz więcej,  jesteś zwycięzcą”.


niedziela, 8 maja 2022

Odpuszczanie - uczące się zespoły



 -„ Odpuść, nie ucz się tyle” – powiedziałam klientce w czasie indywidualnych konsultacji.

– A jak masz przymus uczenia, to zrób sobie listę rzeczy, które kiedyś w wolnej chwili
przeczytasz, bo nie są niezbędne już. Te rzeczy (książki, artykuły) niech przeleżą
miesiąc na kartce, a Ty w tym czasie sprawdź, jak działają teorie, które już znasz.

No i Twoja lista być może z czasem nieco się skurczy. ”

Spojrzała zdziwiona.

🔹Wyjaśniłam, że uczenie się to nie tylko wysiłek, wkuwanie wiedzy, powtarzanie reguł, 

wyrabianie nawyków. To nie tylko pełne wysiłku szlifowanie umiejętności potrzebnych 

do wykonania zadań.
🔹To także umiejętność odpoczywania i zdystansowanej obserwacji, która pozwala odkryć 

najlepszą drogę.
🔹Uczenie się to też umiejętność odpuszczania nadmiernych wymagań i odpuszczanie
przymusu ciągłego rozwoju.

To umiejętność eliminacji rozpraszaczy.
Nie chodzi tu tylko o media społecznościowe, telewizję itp.
🔹Rozpraszające i utrudniające uczenie się mogą być też kolejne (niekoniecznie kluczowe)
zadania,  książki rozwojowe, kolejne „epokowe” teorie, miłe cytaciki, które mają Cię
podkręcić, a nawet kolejne kursy (jeśli jesteś rozwojowym ćpunem).

🔹Rozwojowy nałóg jest tak samo szkodliwy, jak chociażby alkoholizm. Wiem, byłam
rozwojowym ćpunem.

Nadmiar teorii (rozwojowych czy innych) potrafi tak zatruć Ci życie, że już nie wiesz,
co masz myśleć i robić.

🔹Ciągła nauka i nieustanne poszukiwanie nowych teorii  mogą sprawić, że będziesz
odraczał działanie i że wciąż będziesz się kręcił  w kółko swojej  niewystarczalności.

Dlatego lubię przyglądać się z klientami konkretnym sytuacjom, eliminować nadmiarowe
teorie (moi klienci zwykle znają ich mnóstwo), i nadmiarowe wymagania, odwoływać się do

doświadczeń, testować wyjściowe założenia, wyciągać wnioski.
Bo przez działanie uczymy się najbardziej.

piątek, 8 kwietnia 2022

NIe musisz wszystkiego umieć - uczące się zespoły

 



15 lat temu prowadziłam firmę edukacyjną. To było dość dawno, ale prawda – przez 13 lat pracowało ze mną ok. 30 osób, zarządzałam coachingowo, wykształciliśmy 1600 absolwentów i nawet zostałam nagrodzona w biznesowym konkursie.

Ale do rzeczy – prowadząc swoją firmę uczyłam młodzież i nauczycieli, jak się uczyć
szybko i skutecznie, jak zarządzać procesem nauki – przyswoiłam cała masę książek
na ten temat, odbyłam doskonały kurs, przećwiczyłam wiele teorii i sądziłam, że co jak co,
ale uczyć, to ja się umiem.

Czas zweryfikował ten pogląd, kiedy podjęłam decyzję, że będę spełniać swoje marzenia –
rozwijać ludzi, pomagać im doświadczać swojej siły i sprawczości, wzmacniać ich
satysfakcję z pracy i życia.

Wtedy poszłam na studia coachingowe i okazało się, że choć od 14. roku życia czytałam
wszystkie rozwojowe publikacje, jakie wpadły mi w ręce, bardzo niewiele umiem.

No i zaczęła się pogoń za zdobywaniem wiedzy. W ciągu dwóch i pól roku przeczytałam
(ćwicząc szybkie czytanie) ok. 200 książek, przejrzałam mnóstwo kursów rozwojowych,
skończyłam studia, zrobiłam akredytację Izby Coachingu i …
wydawało się, że jestem anegdotycznym  „zwycięzcą” 😉

Oczywiście część wiedzy wdrażałam – prowadziłam szkolenia dla biznesu i edukacji
(zajmowałam się nie tylko coachingiem) i dostawałam dobre zwroty, ale wciąż miałam
poczucie, że niewiele umiem, zupełnie jakby przeczytane książki wyparowały.

Nic dziwnego, że pracowałam w ogromnym napięciu, a ilość zagadnień, o których jeszcze
nie wiem i o których nie przeczytałam przytłaczała mnie całkowicie.

Wtedy stworzyłam swoje pierwsze studia coachingowe (cel niejawny – ugruntować własną
wiedzę), wtedy zaczęłam się zajmować stresem i odpornością psychiczną, bo przestałam spać.

Aż pewnego razu przyszła próba sił – szkolenia dla wykładowców akademickich z tego,
jak przemawiać, jak uczyć innych i z coachingu.

Stres towarzyszący mi wtedy pozostawił pamiątkę – czarną plamkę w polu widzenia,
która jest ze mną do dziś.

Pozostawił  też świadomość, że choćbym pękła, nie doskoczę do wymagań, jakie
sobie stawiam, że:

🔹 nigdy nie będę umiała więcej od uczestników moich szkoleń (uczyłam wtedy profesorów),

🔹 jedyne co mogę, to szkoląc innych wykorzystywać swoją wiedzę i ich wiedzę,

🔹 a najwartościowsze, co mogę im dać, to tworzyć przestrzeń do wzajemnej inspiracji i
wymiany doświadczeń.

Zrozumiałam, że połykane kompulsywnie książki nie tylko nie dodają mi kompetencji,
ale mnie osłabiają.

🔹 Że wystarczy umieć coś innego, coś swojego, co otworzy ludziom nowe  perspektywy,

🔹 że nie tylko nie muszę, ale i nie powinnam powielać kompetencji uczestników swoich szkoleń,
tak samo, jak menedżer nie powinien powielać kompetencji swoich ludzi.

A więc mój drogi kliencie, Ty też nie musisz umieć wszystkiego i nadążać za wszelkimi
nowinkami.

🔹 Zapamiętaj, że przy obecnej dostępności wiedzy, wyzwaniem osób uczących się jest jej
selekcja i nad nią pracuj,

🔹 zastosuj prawo Pareto – zapytaj się, jakie 20% wiedzy w obszarze da Ci 80% sukcesu
i ucz się wybranych 20%.

🔹 Zapytaj, co już wiedzą Twoi ludzie?

🔹 Czego się mogą nauczyć?

🔹 Z jakich ich kompetencji (bo uczymy się nie tylko nabywając wiedzę, ale też
ćwicząc umiejętności i zmieniając postawy – ale o tym następnym razem) możesz skorzystać?

🔹 Jak się możecie uzupełniać, a nie powielać?

I nie popełniaj błędów, jakie popełniłam ja – zostaw sobie czas na utrwalenie materiału,
na własne wnioski i próby wdrożenia tego, co ważne.

🔹 Przerwy w czasie nauki i powtórki to jedne z kluczowych zasad pomagających skutecznie
się uczyć.  

Oczywiście sztuka utrwalania i powtarzania to osobny temat, którego nie dam rady wyczerpać
w formule bloga.

Jeśli jesteś zainteresowany, zapraszam do osobistego kontaktu, albo na moje szkolenia.

A ciąg dalszy nastąpi. 

wtorek, 8 marca 2022

Kiedy niewiedza buduje

 


Gdybym miała wskazać jedną kompetencję, której powinien nauczyć się każdy menedżer, kompetencję, która najbardziej sprzyja rozwojowi i innowacyjności, kompetencję czasów VUCA, to byłaby nią umiejętność mówienia: „nie wiem”.

 
🔹Chodzi tu o umiejętność przyznania się do ograniczonej wiedzy albo nawet niewiedzy, o przyznanie do wątpliwości, o otwartość na uczenie się od innych, o daną największym umiejętność kwestionowania własnych poglądów.
 
🔹 Tymczasem zwykle obserwuję tendencję odwrotną – w kontekście biznesowym i prywatnym, w kontakcie z grupą i jednostką spotykam ludzi, którzy słowami, postawą lub mimiką komunikują wyraźnie: „ja wiem, ja zawsze wiem, bo … moje doświadczenie, wiedza, zawód, koleje losu … sprawiają, że jestem bardziej wiedzący/ca od innych wiedzących. Moje doświadczenie jest doświadczeńsze od innych doświadczeń, a jak mówię i czasem się mylę, to ja się tylko trochę mylę, bo tak naprawdę głęboko w wiem, a więc moje mylenie się, jest tylko trochę pomylone 😉
Bo ja jestem przepełniony wiedzeniem, jak jedzeniem …” 😉
 
🔹Problem robi się poważny, gdy osoba mocno broniąca swojej wszechwiedzy dostaje władzę. Wiele doświadczeń wskazuje, że nadmierna pewność siebie (nazwana angielskim: overconfidence) menedżera ma zgubne skutki.
 
🔹Ludzie, prowadzeni przez szefa nie dopuszczającego własnej pomyłki nie silą się na kreatywność, nie mają odwagi kwestionować status quo, nie biorą odpowiedzialności za efekty pracy, nie reagują nawet wtedy, gdy dzieje się źle. Zjawisko opisuje się słowem „kapitanoza”, a zgubne w skutkach i bezrefleksyjne wykonywanie poleceń przełożonych obrazuje przykład z 1982 roku, kiedy to doszło do katastrofy Boeinga 737, którego załoga świadoma błędów kapitana, nie zareagowała nawet w sytuacji śmiertelnego zagrożenia i samolot rozbił się.
 
🔹Reasumując – szefowie o nadmiernej pewności siebie zapominają, że tym, co zwykle towarzyszy popełnianiu błędów jest mocne przekonanie o własnej racji, natomiast spokojne i uczciwe: „nie wiem” to krok w kierunku bezpieczeństwa i innowacyjności, eksploracji niezbadanych obszarów i otwartości rozwój.
 
🔹 Dodatkowo warto pamiętać, że przyznanie się osoby kompetentnej do niewiedzy zjednuje i buduje szacunek, a kurczowe trzymanie się swojego zdania jest coraz częściej uznawane za przejaw ograniczenia niechęci do uczenia się.
 
 
Na koniec historia z życia wzięta: pewien menedżer, którego miałam szczęście poznać, mówił nowo przyjmowanemu pracownikowi: „opowiedz mi o tym, co potrafisz, ja nie wiem tego, co ty wiesz, razem możemy stworzyć coś nowego”. Prawda, że to całkiem dobry początek zawodowej interakcji?

Mniej spać, więcej pracować - dylematy lidera

  „Chcę wstawać wcześniej, żeby w czasie dnia zrealizować więcej zadań” - powiedziała jedna z moich Klientek. A więc dziś opowieść.   …  Wyo...