Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystąpienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystąpienia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 lipca 2023

Wystąpienia w roli lidera

 



- Nie jestem dobrym mówcą.

- Nie potrafię nawijać na każdy temat, jak inni.

- Jak się będę jąkać, to moi pracownicy od razu zobaczą, że mi brakuje pewności siebie.

- Jak tyle osiągnąłem, to powinienem umieć o tym powiedzieć na scenie.


Często motywacją do tego, żeby zacząć uczyć się wypowiedzi na forum jest obawa przed oceną i wnioski na temat swoich kompetencji wyciągane z nielicznych wystąpień, które zakończyły się niezupełnie po naszej myśli.

 

I wtedy pytam moich Klientów, jak by było po ich myśli.  
No i zaczynają wymieniać: widzę na twarzach ludzi akceptację, rozumieją co do nich mówię, robią, o co proszę, na i nie jąkam się, nie mówię „yyyyyy..”, nie ruszam tak nerwowo (albo nie stoję jak słup soli), nie denerwuję się, wychodzę i mówię – nie muszę się aż tak przygotowywać.


- A na ile te Twoje oczekiwania są realne? - pytam.

Odpowiada mi zdumiona moją arogancją cisza lub lekki nerwowy uśmiech.

- No dobrze, to przeanalizujmy je – proponuję.
Skąd będziesz wiedzieć, że to, co maluje się na twarzach ludzi, to akceptacja?
Jak poznajemy akceptację?

Wyobraź sobie sytuację, w której przychodzisz na niekoniecznie z utęsknieniem oczekiwane przez ciebie wystąpienie szefa lub partnera biznesowego.

Czego potrzebujesz?
Na co czekasz?
Jak się zachowujesz na początku?
Od czego zależy Twoja pierwsza reakcja, od czego mina z którą wchodzisz?


No właśnie! Wchodzisz z głową pełną swoich spraw, wchodzisz ze swoimi problemami, nie masz wiele czasu, więc niekoniecznie czekasz na popis oratorski – potrzebujesz, żeby było jasno, konkretnie i na temat.

Trochę inaczej, gdy ktoś się wypowiada na evencie, który ma luźniejszą formę i gdy celem wypowiedzi jest zainspirowanie lub zabawienie zebranej grupy – wtedy oczekiwania będą nieco inne, i sposób przygotowania do wystąpienia inny – jednak w relacjach biznesowych zwykle oczekujemy konkretu.

No a czego oczekujemy na poziomie mowy ciała lub głosu?

Ma być wystarczająco głośno i wyraźnie (jak poprzednio pisałam słuchanie to wysiłek), a to czy ktoś będzie się mniej czy bardziej ruszał jest nam zwykle zupełnie obojętne.  

sobota, 27 listopada 2021

Public speaking – kompetencja przywódcy


 

Trudno być liderem, gdy nie potrafi się mówić do ludzi w sposób sugestywny, konkretny a zarazem motywujący i inspirujący. Szkolenia z technik wystąpień publicznych są więc bardzo drogie, a ludzie którzy się na nie decydują  pragną doskonale radzić sobie na scenie, mówić płynnie i kwieciście, i oczywiście pociągać za sobą rzesze. Pracują więc wytrwale, aby nabyć cenne umiejętności, a potem okazuje się, że efekt tej pracy bywa niewielki.

Dlaczego?

  • Bo opanowanie technik prezentacji to tak naprawdę margines zagadnienia, a nadmiar sztuczek i trików może spowodować efekt karykaturalny, zabrać nam naszą naturalną ekspresję, osobowość, wyjątkowość.
  • Bo przemawianie w większym lub mniejszym gronie jest papierkiem lakmusowym naszej wewnętrznej siły, pewności siebie i odwagi do głoszenia swoich poglądów.
  • Bo wystąpienie jest egzaminem spójności – mocnym, przeprowadzonym publicznie, w którym widać jak na dłoni, czy mówca wierzy w to, co mówi, czy wierzy w sens mówienia tego tym właśnie ludziom i w tych a nie innych okolicznościach, i czy to jego zdaniem jest naprawdę ważne, i potrzebne.

Dlatego (tu zdradzę nieco mój warsztat) szkolenia z zakresu wystąpień zaczynam od odpuszczenia potrzeby bezbłędności i „złapania” dystansu do siebie. To pierwszy krok ważny i w przywództwie,  i w autoprezentacji.

Kolejny,  to odnalezienie miejsca gdzie rodzi się spójność, pasja i autentyczne emocje. 

Zaraz potem potrzebna jest  umiejętność stworzenia sensownego poprawnego i czytelnego przekazu, z którym występujący dobrze się czuje.   I dopiero wtedy ma prawo powstać ten tajemniczy błysk w oku, który przyciąga ludzi jak magnes.  

Oczywiście, żeby występować i przewodzić innym potrzebna jest wewnętrzna siła. Ja szukam jej  na połączeniu świadomej obecności oraz akceptacji i szacunku do siebie samego, i innych. Nad tą siłą trzeba czasem bardzo długo pracować. Można ją oczywiście wzmacniać umiejętnie zajmując się tematem stresu, czy odpornością psychiczną. Wewnętrznej siły przybywa też często, gdy pochylamy się nad swoimi naturalnymi predyspozycjami, nad dominującym stylem charyzmy (bo okazuje się, że mamy zasoby), kiedy ucząc się występować wzmacniamy swoje atuty, a wykorzystujemy lub akceptujemy  swoje „defekty” (patrz  Jerzy Owsiak i jego jąkanie).

Dopiero na tak przygotowanym gruncie przydają się techniki przemawiania, które powinny być odpowiednio zaimplementowane (dykcja, głos, mimika, gestykulacja, storytelling) i dostosowane do sytuacji, i człowieka, bo to człowiek jest na scenie jest niepowtarzalnym dziełem sztuki.

Może warto więc zmienić podejście do nauki wystąpień i samych wystąpień, bo przemawianie przed innymi ludźmi, to nie sprawdzian z wygłaszania wyuczonego wierszyka, tylko umiejętność  sensownego i wiarygodnego zaprezentowania siebie, i idei, sprawdzian naszej spójności, wiarygodności, i poziomu osobistego rozwoju.

wtorek, 9 listopada 2021

Naturalność - cecha najlepszych mówców






No ale, jak to  zrobić, żeby występować i prezentować się naturalnie?
Pytają mnie często uczestnicy szkoleń z zakresu wystąpień publicznych i charyzmy.  

Dziś postaram się więc możliwie krótko odpowiedzieć na to  pytanie. 

.... 

Znam sporo osób, które niezależnie od sytuacji (radio, telewizja, warsztat, rozmowa prywatna) wypowiadają się naturalnie.
Co znamienne, te właśnie osoby wywierają wpływ na innych, są powszechnie lubiane i słuchane. Wymienię może tylko parę mi najbliższych – Iwona Majewska–Opiełka, Marek Szurawski (wybitny specjalista od zagadnień związanych z pamięcią), Profesor Andrzej Blikle (człowiek z sercem na dłoni). Na myśl przychodzi też kilka postaci, których wystąpień lubię słuchać w Internecie, choćby Jacek Walkiewicz.
Zupełnie inaczej jawią mi się wypowiedzi wielu aktorów, którzy - nawet gdy uczą wystąpień - mają każde słowo dopracowane do perfekcji i nadmiarem „techniki” zabijają pierwiastek człowieczeństwa. Gdy słuchamy czegoś o wiele bardziej "gładkiego", niż zazwyczaj, gdzieś w głębokich czeluściach mózgu uruchamia się sygnał „Uwaga”!

...
Oczywiście pewien poziom wystąpienia (stosowanie ogólnie znanych „złotych reguł”) jest niezbędny zawsze i z tym nie dyskutuję. Nawet więcej - jeśli chcemy po prostu wystąpić w miarę poprawnie i poczuć się dobrze z samym sobą trzeba koniecznie poznać ABC wystąpień.
Ale zwykle chcemy jeszcze budzić zaufanie, być słuchanymi i wywierać rzeczywisty wpływ na słuchaczy.

Z czego bierze się ten wpływ?
Może po prostu jedni mają naprawdę coś do powiedzenia, a inni nie? …
Wierzę, że w życiu wygrywa naturalność, relacyjność i rzetelna wiedza, bo ludzie chcą mieć kontakt z prawdziwym człowiekiem, czerpać z jego doświadczeń, a nie słuchać popisów recytatorskich i formułek.

Tu zbliżam się do odpowiedzi na postawione pytanie.

... 
Grupa uczestników jednego z ostatnich moich szkoleń to niezwykle mądrzy, doświadczeni życiowo i biznesowo ludzie, którym o kwestach podstawowych mówić nie trzeba. W takiej sytuacji wypada tylko podnieść poprzeczkę i nauczyć się przemawiać naturalnie.
Ale jak to zrobić?

I tu pozwolę sobie wypunktować moje reguły: 

Pierwsza i podstawowa zasada - mieć coś do powiedzenia! Wypowiadać się w temacie, który naprawdę doskonale znamy (żeby mówić o czymś publicznie łatwo i naturalnie musimy „pływać" w zagadnieniu) i mówić to, co dla nas samych naprawdę ma sens.

Ważna kwestia to przygotowanie wystąpienia z myślą o poziomie i potrzebach odbiorcy – do kogo mówisz, czego twoi słuchacze naprawdę potrzebują – musisz znać widownię.

Kolejny warunek, to nauczenie się bycia z ludźmi, a nie koncentracja na sobie! Musisz na bieżąco odbierać energię grupy, żeby nawiązać z nią relację! Zdarza się, że pochłonięci tym, co mamy do powiedzenia, nie reagujemy na to, co dzieje się dookoła, a w konsekwencji mówimy tylko do siebie. Wiem, że specjaliści od wystąpień często mówią: „skoncentruj się na temacie, a nie publiczności”.
Ja też czasem tak radzę, ale to zupełnie inny poziom „sztuki”– poziom na którym potrzebujemy opanowania nadmiernego stresu, więc technika potrzebna jest zwykle osobom początkującym.

Oczywiście nieocenione jest opowiadanie historii (modny obecnie storytelling) - jeśli mamy swoją opowieść, mówimy ciekawie i dobrze się nas słucha (banał, ale warto o nim pamiętać!)

Żeby mówić naturalnie i interesująco trzeba czuć melodię języka - tu pomaga czytanie, słuchanie innych wystąpień, pewna wrażliwość, którą nabywa się z czasem lub konsultacje ze specjalistą, który taką wrażliwość ma. Pewnym rozwiązaniem może być podział tekstu na krótkie zdania i włączenie do swojej wypowiedzi słownictwa potocznego (na tyle, na ile pozwalają oczekiwania słuchaczy).

Naturalną atmosferę pomaga też stworzyć umiejętne użycie pytań (nawet retorycznych), pauz, żartów, krótkich dygresji

oraz operowanie obrazem.

Kolejnym elementem, o którym można pisać, ale i tak przez bloga się nikogo nie nauczy, jest ADEKWATNA mowa ciała i mimika.
Oczywiście dobrze swoje wystąpienie nagrać i to nagranie obejrzeć, dobrze wystąpić przed rodziną lub przyjaciółmi i zapytać, jak odbierają nasze wystąpienie, które elementy są naturalne, które należałoby powtórzyć inaczej.

....

Wracając do pytania, jak wyćwiczyć naturalność?
Czy w ogóle można ją wyćwiczyć?
Można, ale moim zdaniem (i zdaniem paru moich klientów) ćwiczenia naturalności to ćwiczenia z innego poziomu - nie praca z teorią i technicznymi sztuczkami opisywanymi w książkach, lecz zahaczająca o prawdziwy rozwój praca ze sobą, jako z autentycznym i spójnym człowiekiem. 

niedziela, 7 listopada 2021

Opowiedz historię -pułapki storytellingu

 



Prowadząc grupę, która szlifowała swoje umiejętności występowania przed mniejszą i większą widownią, przeglądałam różne strony tzw. guru i konfrontowałam ich rady z własnymi doświadczeniami.
Pewnie każdy z trenerów stara się śledzić, co robi konkurencja, tylko nie każdy o tym głośno mówi. Ja powiem, a właściwie napiszę, bo śledziłam, aż mi „zazgrzytało”… A jak „zazgrzytało”, to potrzebuję postawić duży znak ostrzegawczy z napisem – UWAGA!!!
Ta uwaga dotyczy hasła storytelling, które podobnie, jak coaching robi w Polsce coraz większą karierę.

Dla tych, którzy zastanawiają się, co znaczy to pojęcie, parę słów wyjaśnienia. Dawno, dawno temu było opowiadanie baśni, albo historii – teraz zamiennie mamy mądre słowo – storytelling. Metodę używamy celowo i umiejętnie, bo opowieść to skuteczne narzędzie wywierania wpływu. Wykorzystując odpowiednio skomponowane historie sterujemy ludzką uwagą, podsycamy ciekawość, budujemy emocje, pobudzamy empatię i tworzymy z naszymi odbiorcami płaszczyznę porozumienia. Opowieści zachęcają do słuchania (z poziomu „chcę usłyszeć”, a nie z poziomu „zaraz powiem, co o tym sądzę”). Opowieści uaktywniają emocje i …sprzedają!!!
Mądrze użyta historia to sposób, który doskonale wspiera wychowywanie dzieci, w tym celu używałam go pewnie nie tylko ja, prawda? 

To też metoda sprawdzająca się w biznesie.
Na swojej osobistej historii – historii matki, która pomaga synowi doskonale zdać egzamin gimnazjalny i dostać się do najlepszej w mieście szkoły średniej, matki która nade wszystko chce zadbać o przyszłość dziecka, zbudowałam firmę edukacyjną, którą prowadziłam z powodzeniem 13 lat.

Moja historia działała na wyobraźnię innych matek (klientek), ale też nauczycieli, którzy „kupili” temat, czyli zrozumieli i przyswoili misję firmy, bez tłumaczenia, wypisywania jej wielkimi literami na ścianie, powtarzania na każdym zebraniu. I tak właśnie często jest.
Honda też ma swoją sztandarową historię o Soihiro Hondzie, który wracając z podróży i marząc o założeniu firmy motoryzacyjnej zakupił dwie walizki części samochodowych. Na lotnisku okazało się, że może przewieźć razem tylko dwie walizki bagażu, a on miał przecież jeszcze trzecią, w której trzymał osobiste rzeczy. Nie trzeba pisać, którą walizkę zostawił an lotnisku… Ta historia do dziś obrazuje pasję Hondy i skutecznie działa na wyobraźnię klientów i pracowników korporacji.

Ludzie chcą używać historii, chcą wiedzieć, jakie triki i jakie zasady pozwalają snuć wciągające opowiadania, chcą konkretnych przepisów na skuteczny storytelling. Znajdują się więc eksperci, którzy najlepsze opowieści odnajdują, badają ich konstrukcję, spisują zasady tworzenia, a potem ich uczą. Przy okazji na tym zarabiają.
I właśnie rady takich specjalistów, skądinąd mądrych ludzi czytałam, gdy „zazgrzytało”.
Mówiąc konkretnie – bardzo zaniepokoiła mnie z uporem i przez wiele osób powtarzana sugestia, żeby konstruując wciągającą historię, odwoływać się do swoich własnych porażek, opowiadać o tym, co nam nie wyszło, o tym co trudne, bo to szczególnie lubią słuchacze. Bo autentyczna porażka, do której ktoś się głośno przyznaje, angażuje odbiorcę i budzi duże emocje.


Tak więc często eksperci od storytellingu namawiają menedżerów, żeby odkryli swoją ludzką stronę i opowiadali pracownikom o własnych niepowodzeniach. Zachęcają mówców, żeby swoje wystąpienia uatrakcyjniali relacjami z trudnych życiowych przejść. Nawet jeśli ludzie nie są do tego przekonani, to i tak często namawia ich się, żeby pokonali swój opór i wydobyli na światło dzienne trudne chwile.

I właśnie w tym momencie zapala mi się „czerwone światło”, dość!
Bo może warto przyjrzeć się jednak swoim odczuciom? …
I jeśli nie pasuje Ci opowiadanie o własnej porażce, to odpuść opinie tzw. mistrzów i posłuchaj siebie!
Może, jeśli nie jesteś gotowy/gotowa na to, żeby opowiedzieć innym swoją historię, to coś w tym jest ?…
Więc pod żadnym pozorem nie zmuszaj się do snucia trudnych dla Ciebie opowieści!!!

Jest złota zasada wystąpień publicznych, która głosi – jeśli nie jesteś pewien, czy coś powiedzieć – nie mów tego! Tym bardziej nie mów, o niepowodzeniach.

Przemyśl lepiej spokojnie temat, zastanów się czemu nie jesteś gotów/gotowa, na opowieść o pewnym kawałku swojego życia?
Skalkuluj straty i zyski – co się takiego może wydarzyć (co dobrego, a co niekoniecznie dobrego), jeśli opowiesz o swojej porażce?
Pomyśl, co to przyniesie innym, a co Tobie?
Na czym Ci zależy?

Może warto samemu zmierzyć się z tematem?
Jeśli temat zamknąłeś/aś, jeśli porażka minęła i Cię zbudowała, to pewnie nie będziesz mieć oporu, żeby o niej mówić.
Gorzej, jeśli jeszcze wciąż ją odczuwasz, jeśli siedzi głęboko, jak drzazga. Wtedy miej dla siebie trochę empatii i nie narażaj się na zbyt trudne emocje. Zresztą, jeśli będziesz opowiadać o tzw. nieprzepracowanym problemie, to ludzie gdzieś podskórnie odczują, że temat jest jeszcze aktualny – twoja intuicja właśnie to Ci podpowiada.
Słuchaj intuicji!

Reasumując (z mojego punktu widzenia), storytelling to ciekawa metoda, sprawdzająca się w wielu sytuacjach. Na pewno warto docenić jej siłę i stosować, byle umiejętnie.
Na pewno warto wiedzieć, co radzą autorytety, ale nie można poddawać się ślepo tym radom, bo nikt nie ma jednej uniwersalnej recepty dla wszystkich.

Warto też pamiętać, że storytelling, to tylko jedna z wielu metod komunikowania się, że budowanie relacji nie polega tylko na opowiadaniu historii …
No i że nie trzeba ulegać ślepo modzie, że piękne i mocne opowieści dobrze oszczędnie dawkować, a wtedy będą miały naprawdę dużą siłę oddziaływania.

piątek, 7 maja 2021

Mów, a nie przemawiaj.

                 


                                              


                                                                         

     "Tam, gdzie przemawia serce, nie wypada,
           aby rozum zgłaszał wątpliwości."

Milan Kundera





Obiecałam kontynuować temat wystąpień, więc dzisiaj trochę spostrzeżeń, wynikających z moich doświadczeń. Sądzę, że potrafię znaleźć wspólny język z prawie każdą grupą. Mało tego – bardzo lubię mówić do ludzi. A kiedyś… cóż, oględnie rzecz ujmując nie wychylałam się zanadto;) Ale trochę doświadczeń, chęci i jak się okazuje, można wszystko wyćwiczyć.


Tak więc dziś, zgodnie z obietnicą, postaram się wygenerować 5 zasad, które, mnie osobiście najbardziej pomagają w kontaktach z szerszym audytorium. Przy czym, szersze audytorium to dla mnie od kilunastu do ok. kilkuset osób.  


Ale przechodząc do rzeczy – mój prywatny ranking zasad mówcy, to: 


Po pierwsze!

Książki mówią, że najważniejsze jest wejście, pierwsze kilka – kilkadziesiąt sekund. Mowa ciała, wygląd. Oczywiście tak, ale …ileż to razy zdarzyło nam się, że niepozorny, przygarbiony człowiek zaczynał mówić … i natychmiast zmienialiśmy o nim zdanie? Robił się interesujący w momencie, w którym zaczynał opowiadać pasjonujące rzeczy – zmieniała się jego fizjonomia, ruchy, rósł, prostował się. 
Czasem na początek prelegenci uśmiechają się i rzucają jakiś luźny żart, bo są z natury pogodni. Czasem zadają pytanie publiczności i naprawdę słuchają odpowiedzi. 
Tak więc ja postawiłabym tezę, że najważniejsza jest prawda i już na wejściu autentyczne zainteresowanie tematem, chęć przekazania czegoś ludziom, a  nie udawanie, że jest się mądrzejszym, czy lepszym niż się jest, bo każda publiczność natychmiast wyczuje fałsz. 


Po drugie!

Trzeba lubić ludzi, a nie tylko udawać, że się ich lubi. Trzeba umieć znaleźć przyjemność w mówieniu do sympatycznej uśmiechniętej grupy i od razu dać im trochę siebie, ale też z ciekawością i radością z nowego wyzwania wejść do zespołu patrzących na nas z góry biznesmenów. Trzeba też umieć znaleźć się w grupie, która jest na poziomie tworzenia się i ludzie przybierają w niej różne pozy po to, żeby zaznaczyć swoją wartość. Po prostu  starać się zrozumieć ludzi, do których się mówi. I tu jest miejsce na dostrojenie - dostosowanie swojej mowy ciała, tembru głosu i mimiki do przekroju grupy. 
Do wykładowców mówić z punktu widzenia wykładowcy, do matek z punktu widzenia mamy, do studentów ciekawych wiedzy – jak ciekawy wiedzy człowiek, do biznesmenów – jak specjalista, który doskonale zna pozycję swojego audytorium. 
Kiedyś, przeprowadzając szkolenie z kontaktów z mediami dla biznesmenów i samorządowców, miałam mówić rzeczy dla mnie oczywiste, które powinny być też oczywiste dla moich słuchaczy, ale miałam podejrzenie, że nie były. 
Wtedy wpadłam na pomysł, jak uczyć, żeby nie urazić audytorium. Otóż kluczowe informacje wprowadzałam słowami: „jak doskonale państwo wiedzą…”, „przypomnę oczywistą rzecz…”, „oczywistym jest, że…”. Jak oni to notowali!:)  

Zobaczyli, że prelegent docenia ich pozycję i doświadczenie i poczuli się bezpieczni. 
Po wszystkim  studenci, obserwujący mój wykład pytali, jak ja to robiłam, że się w ogóle nie denerwowałam.  Odpowiedziałam im prawdę - denerwowałam się okropnie już przez dwa tygodnie poprzedzające szkolenie, a w trakcie?...po prostu byłam przygotowana. 


A więc po  trzecie - być doskonale przygotowanym.

Co to znaczy być doskonale przygotowanym? Swój poziom przygotowania każdy potrafi określić sam, zresztą dla każdego, co innego znaczy „doskonale przygotowany”. Dla mnie najważniejsze jest aby wiedzieć jak rozpocząć, mieć w głowie pierwsze dwa – trzy zdania, wiedzieć co słuchacze mają wynieść ze spotkania ( ideał to umieć zawrzeć treść swojego wystąpienia w jednym zdaniu) i mieć coś do powiedzenia na koniec. 
Dobrze jest skończyć mocnym akcentem. O konieczności posiadania większej niż wyartykułowana w wystąpieniu,  wiedzy merytorycznej, tylko wspomnę, bo to moim zdaniem oczywistość. 


Po czwarte - wiedzieć czego potrzebuje słuchacz.

Czyli zidentyfikować potrzeby widowni i pamiętać, że mówimy dla niej.
Gdy temat jest już od początku pasjonujący dla grupy - ludzie słuchają, widać zainteresowanie.
A co zrobić, gdy  grupa nam „odpływa”? 
Wtedy - zanim będzie za późno trzeba zareagować – zadać parę pytań, rzucić anegdotkę, zrobić chwilę przerwy. Na marginesie - pytania to doskonała metoda na pustkę w głowie prelegenta (zyskujemy czas na zebranie myśli). 


I po piąte -  mówić prostym językiem.

Nie zamierzam tu przytaczać suchych zasad mglistości wypowiedzi, wystarczy, jak wspomnę tylko, że wszelkie długie, wielokrotnie złożone wyrazy, zwroty fachowe lub obcojęzyczne znacznie zaciemniają przekaz, chyba że mówimy do grona fachowców. Najwybitniejsi mówcy, to ci, którzy mówią jasno i zrozumiale. To oni są uważani za charyzmatycznych i pociągają za sobą tłumy.



          Myślę, że w tym momencie mój odbiorca już się tyle naczytał, że czas kończyć! Lepiej zostawić trochę niedosytu, niż przesyt. I to będzie ostatnia nienumerowana zasada – wiedzieć kiedy skończyć i mieć trochę dystansu do siebie – nikt i nic nie jest doskonałe, mój blog też, a moja wiedza nie jest absolutna;)

czwartek, 5 maja 2016

Marchewkij, czyli lekcja wystąpień publicznych.

 




                                                                                                                                                "Miarą mówcy nie jest ten kto mówi,

lecz ten co słucha".

Platon


Miniony weekend - 22 i 23 kwietnia spędziłam w Lublinie na Ogólnopolskiej Konferencji Naukowo - Szkoleniowej „Coach, Trener, Doradca zawodami XXI wieku”, a konkretnie na trzeciej edycji wydarzenia przebiegającej pod hasłem „Przedsiębiorczość z pasją”. http://konferencjactd.pl/
Przez dwa dni pochłaniałam nowe informacje i inspiracje, poznawałam wiele interesujących teorii i poglądów, a to wszystko w środowisku, w którym czuję się doskonale – wśród  ludzi otwartych na rozwój i wymianę doświadczeń.
Jestem pełna podziwu dla organizatorek przedsięwzięcia -  Karoliny Żmudzkiej – Dyrektor Oddziału Lubelskiego Izby Coachingu, Magdaleny Banks i Karoliny Dąbrowskiej. Świetne młode kobiety, świetna konferencja. Wszystko dopięte na przysłowiowy „ostatni guzik”.
Zachwyty mogłabym mnożyć jeszcze długo - pisać o pysznym jedzeniu, zestawach konferencyjnych w firmowych płóciennych torbach, after party (tu szczególnie dużo bym mogła;))… Ale może niech coś pozostanie niedopowiedziane, bo bez odrobiny tajemnicy, nie ma ekscytacji, co słusznie zauważył pewien miły kolega :)

Za to przejdę do tego, co mnie 
szczególnie pasjonuje i w czym się specjalizuję, czyli do tematu wystąpień publicznych. 
Jako trener i coach, wykorzystuję swoje dziennikarskie kompetencje i z ogromną radością, ale również  z niezłymi efektami, wspieram ludzi w zagadnieniach z tego obszaru.
Konferencja była więc dla mnie nieocenionym doświadczeniem poszerzającym spojrzenie na temat, który jest dla mnie ważny i bliski.
Bo różnych wystąpień obejrzałam aż dziewiętnaście, a właściwie dwadzieścia, jeśli policzę świetne krótkie przerywniki wprowadzające w temat, czyli tzw. konferansjerkę.  
Doskonale dobrani doświadczeni prelegenci prezentowali naprawdę wysoki poziom - widać było ich duże obycie sceniczne i umiejętności komunikacyjne.
Ale jak wiadomo nigdy nie jest tylko pięknie i słodko, różni ludzie są różni i różny jest ich odbiór. Jednych odbieramy lepiej, innych 
(nawet najwybitniejszych) gorzej, to nieuniknione. Oczywiście ja też, z pełną świadomością własnej stronniczości, pozwalam sobie różnicować i po swojemu oceniać występujących. 

Szczególnie ważnym kryterium oceny jest dla mnie posiadanie pewnej unikalnej kompetencji, która powoduje, że jednych mówców ludzie obdarzają  uśmiechem i słuchają uważnie, a drugich niestety nie. Ta kompetencja to umiejętność budowania ciepłej relacji między występującym a publicznością, to życzliwa energia, która pozwala osobie siedzącej na widowni poczuć się równorzędnym partnerem wydarzenia.
/Na marginesie dodam, że życzliwość, jaką okazujemy słuchaczom sprzyja też prowadzącemu - w magiczny sposób odstresowuje, no i oczywiście stanowi nieodłączny  element składowy charyzmy./
Dobrą energię prowadzącego doskonale się czuje, a więc w czasie konferencji bez trudu zauważałam osoby nawiązujące szczególnie ciepły kontakt z widownią, a także tych którzy wiedzieli, co mają powiedzieć, jak się ubrać i poruszać, ale nie pamiętali o tym, że podstawą dobrych relacji ze słuchaczami jest sympatia i szacunek. A może SZACUNEK i sympatia? …
W tym miejscu, pomijając nazwisko mojego prywatnego antybohatera, przez którego czułam się nieszanowana, podam zdobytą na konferencji cenną instrukcję: ”Jak łatwo zrazić słuchacza” . Uwaga, punkt pierwszy - zacząć po ojcowsku: „I co ja wam powiem dzieci”, punkt drugi - rzucić parę wulgaryzmów i  niewybrednych żartów, punkt trzeci - pokazać ego... Wystarczy.
Ale ponieważ antybohatera miałam tylko jednego (jeden na dwudziestu prelegentów to doskonała proporcja), ponieważ wolę koncentrować się na dobrych przykładach, to z rozrzewnieniem wspominam cudowną, ciepłą i naturalną osobowość  Pana Profesora Andrzeja Bliklego (nie umiem napisać inaczej, niż wielkimi literami). Mnie i nie tylko mnie Pan Profesor ujął już w momencie wejścia na scenę - pierwsze słowa i pierwszy lekki uśmiech wystarczyły, żeby odczuć jego życzliwość.
Cenię też niezwykle partnerski, ładny i bardzo merytoryczny przekaz Rafała Kołodzieja (który mówił o design thinking) oraz każde z wejść prowadzącej imprezę Moniki Madejskiej i jej partnera Mirka Urbana.
I jeszcze prowadzącą warsztat "Warm - up" (bo można było też brać udział w warsztatach) Anię Kerth. 
Takich dobrych przykładów mogłabym mnożyć znacznie więcej, ale nie o to chodzi. Chodzi o wyodrębnienie cech mówców, które są szczególnie cenione przez słuchaczy.
Na kolejną z nich zwrócili mi uwagę uczestnicy konferencji. Otóż ludzie cenią prelegentów, którzy wiedzą o czym mówią. Odbiorcy od razu zauważają, kto ma praktyczne doświadczenie i wierzą mu. Bo prawda broni się sama, bo zwykle nie chcemy słuchać skomplikowanych teorii, bo poszukujemy autorytetów - osób które zweryfikowały książkowe mądrości. Do takich osób zalicza się choćby wspomniany już przeze mnie Profesor Blikle, ale również Małgorzata Fryszkiewicz, Mariusz Cyzio czy Rafał Kołodziej.  
A skoro wiemy już, co zrobić, żeby ludzie nam wierzyli i wiemy co robić, żeby nas darzyli sympatią oraz chętnie słuchali, to pozostaje zapytać - co zrobić żeby nas zapamiętali?
Warto odwołać się tu do podstawowej zasady zapamiętywania - przypomnieć, że pamięć wspomagają obraz, akcja i emocje. O akcji i emocjach w kontekście wystąpień publicznych mówi się dość często, więc ja zatrzymam się na obrazie, bo jak zauważył Tony Buzan – myślimy obrazami.  
I znów muszę powiedzieć, że wszyscy prelegenci konferencji zadbali o obraz – widzieliśmy dopracowane prezentacje multimedialne, oczywiście jedne bardziej inne mniej czytelne, zdarzał się nadmiar słów i definicji, ale były też piękne zdjęcia i wymowne hasła oraz cytaty. To już standard do którego jesteśmy przyzwyczajeni.
A ponieważ ludzki umysł w wielości informacji wyłapuje te nieszablonowe, to wśród wielu podobnych wystąpień w pamięci zostały mi dwa wyjątkowe, które przekładały się na nietypowe obrazy.
Pierwszy z nich tworzyła nieco inaczej zaaranżowana przestrzeń w czasie prelekcji Małgorzaty Fryszkiewicz (postawione na środku sali fotele, w których siedzieli prelegentka i towarzyszący jej gość) oraz niedoskonały jakościowo, a przez to bardzo prawdziwy film z rekomendacjami coachingowych klientów. Coś, co było inne niż pozostałe wystąpienia.
Ale chyba najmocniej zapadł mi w pamięć obraz stworzony przez Profesora Bliklego – wykonany z drewnianego kija baseballowego „marchewkij” (na zdjęciu), prezentujący sztandarowe przesłanie, które zapamiętali pewnie wszyscy – „ każda marchewka służy tylko do tego, żeby zrobić z niej kij” (w kontekście zarządzania ludźmi oczywiście). 

Długo jeszcze mogłabym wspominać konferencję, mnożyć przykłady i analizować kolejne zagadnienia – kto tryskał humorem, kto mówił mniej lub bardziej płynnie, omawiać rzeczy istotne i mniej istotne, ale jak wiadomo lepiej mniej niż więcej, więc dziś zakończę trzema radami dla potencjalnych mówców:
1.       Pamiętaj, żeby szanować i lubić ludzi do których mówisz – każde wystąpienie, nawet przed dużą widownią, to przecież relacja, a relacja jest doskonałym narzędziem sprzedaży, daj się więc polubić i kupić ;)
2.       Zastanów się, jakie masz doświadczenia w omawianym obszarze i nie bój się o nich mówić – książkowe prawdy i definicje to dobry punkt odniesienia, ale ludzie przychodzą słuchać Ciebie.
3.       Znajdź swój „marchewkij” – czymś się wyróżnij! Może warto czasem podjąć wysiłek, którego nie podejmie nikt inny i być zapamiętanym dłużej i lepiej?...
 
To tyle w temacie konferencji.
Następny wpis poświęcę modnemu obecnie storytellingowi. Metodę mniej lub bardziej świadomie stosujemy prawie wszyscy – ja też stosowałam ją od lat (nie znałam wtedy jeszcze nazwy storytelling) i to z wymiernym efektem, bo storytelling pomógł mi zbudować firmę… 

Zmiana zasad - poradnik lidera

  - Jak mam zmienić zasady, skoro pracownicy przyzwyczaili się do tego, co było? Jak oni mnie potraktują, jeśli powiem, że to, co robiliśmy ...