czwartek, 7 października 2021

Co mam powiedzieć pracownikom, żeby uznali plany narzucone z góry za własne i z zapałem je realizowali?

 


– Co mam powiedzieć pracownikom, żeby uznali plany narzucone im z góry za swoje własne i z zapałem je realizowali? – zapytał uczestnik jednego z moich szkoleń.

– Przede wszystkim nie staraj się im wmawiać, że to są ich plany – odpowiedziałam – po prostu powiedz im uczciwie, że są narzucone z góry i zastanówcie się razem, jak sobie z nimi poradzić. Nie będziesz musiał kłamać, Twoi pracownicy zrozumieją, że jesteś uczciwy, a to wzmocni wzajemne zaufanie i przyczyni się do Waszej lepszej współpracy.

Uzupełniając – jeśli wiesz, że motywacja wewnętrzna daje doskonałe efekty, to wiesz też, że wewnętrznej motywacji nie czerpie się z przymusu zrealizowania narzuconych planów. Jej źródła leżą gdzie indziej (nie tyko w samodzielnym wyznaczaniu celów) – wewnętrznie zmotywowani są ludzie, którzy zwyczajnie lubią swoją pracę i potrafią ją po dobrze wykonać, ludzie, którzy w pracy realizują się lub rozwijają, ale też ci, którzy wierzą, że pracując wspierają swój zespół w drodze do sukcesu i że ich paca służy czemuś więcej, niż tylko zarabianiu pieniędzy. 

Oczywiście znacznie trudniej jest, jeśli problem polega na kompletnej bezideowości, na koncentracji zarządu wyłącznie na rentowności firmy, z pominięciem potrzeb ludzi. Ale to temat na oddzielny artykuł. 

Dziś pochylę się za to nad pytaniem: Czy i w jakim stopniu menedżer ma wzmacniać motywację pracowników? … Osobiście bliskie jest mi tzw. coachingowe podejście do zarządzania – uważam, że warto oddać pracownikom odpowiedzialność za swoją motywację i że menedżer nie musi mieć gotowego rozwiązania na wszystkie pracownicze problemy. Co więcej, jeśli odpuścimy absurdalne oczekiwania wszechwiedzy i wszechmocy lidera i pozwolimy ludziom znajdować własne rozwiązania, to wzmocnimy poczucie sprawczości zespołu, a tym samym i motywację pracowników.

Zamiast więc martwić się, że ludzie mają wykonywać narzucone plany, można najpierw zapytać:  jak się do nich odnoszą? jak zamierzają sobie z nimi poradzić? czego się obawiają? co się może wydarzyć w najgorszym wypadku? co w najlepszym? jaki jest realny scenariusz? jak mogą nawzajem się wspierać? czego nauczyć? jak sobie poradzili w podobnej sytuacji? w czym może im pomóc menedżer? kto jeszcze może im pomóc?

Można też zadać inne pytania:  jak by pracowali, jeśli nie mieliby niewygodnych ograniczeń? co by robili inaczej? lepiej? co proponują usprawnić? jakie mają pomysły?

Będzie to istotny  krok w kierunku wdrożenia kultury uczenia się zespołu i  organizacji, a zarazem płaszczyzna do negocjacji między zespołem a narzucającym zasady zarządem.   

wtorek, 7 września 2021

Jak motywować pracowników?

 



Motywacja, to nie sprężyna, którą można nakręcić i włożyć pracownikowi do mózgu – to właśnie mówię, gdy na szkoleniach menedżerskich uczestnicy proszą mnie o metody na motywowanie pracowników.

Motywacja, a właściwie jej brak, to symptom, symptom którego przyczyna leży zwykle zupełnie gdzie indziej, a więc ogromne środki wydawane w organizacjach na motywacyjne wystąpienia mówców, czy motywujące bonusy, są „wyrzucane w błoto”.
Nauka dawno już dowiodła, że jeśli dziecku, dajesz za osiągnięcia w nauce pieniądze, to szybko przestaje mu zależeć na nauce, a zaczyna zależeć na pieniądzach i zaangażowanie w uczenie się spada.
Dziwne, że zapominają o tym firmy!
….
To normalne, że ludziom raz się chce, a raz nie chce pracować, normalne są spadki motywacji, jak i skoki zaangażowania (kto ich nie ma, niech się do mnie odezwie, chętnie skorzystam z jego porad).
…
No to jak podchodzić do tematu?
Moim zdaniem, spadek motywacji jest ważnym sygnałem, który może zasygnalizować problem, więc warto pracowników obserwować i rozwiązywać zdiagnozowany problem, a potem sprawdzać efekty i znowu obserwować. Raczej nie wałkowałabym tematu motywacji z pracownikiem – jak wiadomo, im bardziej zajmujemy się problemem, tym bardziej ten problem urasta.
…
Niedawno w grupie trenerskiej padło pytanie, jak motywujemy uczestników szkoleń. Osobiście nie motywuję specjalnie, tylko rozmawiam o ich problemach, o ich podejściu do omawianego tematu, o ich potrzebach i celach. I obserwuję. Czasem coś zrobię, czasem nie zrobię, na przykład nie zrealizuję jakiegoś punktu programu, trzymam rękę na pulsie, działając. A grupy (kto u mnie był, to wie) zwykle stwierdzają, że im się dobrze na warsztacie pracuje, bo są wyjątkowo zaangażowaną grupą
I wiecie co? Są. Każda grupa jest wyjątkowa i każdy zespół jest wyjątkowy – ma swoją specyfikę, potrzeby, energię. Nie musi to być za każdym razem najwyższa energia – ważne, żeby była wystarczająca.
…
Zamiast zastanawiania się nad motywacją, warto więc zająć się czymś innym – nauczyć się prowadzenia rozmowy, zadawania pytań, budowania relacji i zaufania. I prawidłowego przydzielania i delegowania zadań, czy udzielania informacji zwrotnej.
I pamiętać, że nie ma jednaj tajemniczej metody, która rozwiąże każdy problem.

sobota, 7 sierpnia 2021

Notuj ręcznie! Odpocznij od ekranu!!! Czyli krótka lekcja mindmappingu.




 „Najwspanialsza pamięć jest słabsza niż najsłabszy atrament.”

  Przysłowie chińskie

Mapy myśli są ze mną od wielu wielu lat – posługując się mindmappingiem tworzę ćwiczenia rozwojowe, programy studiów i szkoleń, a samej techniki uczyłam ludzi wszystkich chyba profesji i w każdym wieku (zdarzało mi się uczyć dzieci, zdarzało uniwersytet trzeciego wieku).

Dziś chcę przypomnieć jej zasady w ramach „covidowej” pomocy, bo w dobie wszechobecnego wysiadywania przed ekranem – nauki przed ekranem, czytania z ekranu, mówienia do ekranu, to doskonała odtrutka, a jednocześnie proste użyteczne narzędzie pomagające uczyć się i pracować koncepcyjnie offline – ciekawie, prawie bezwysiłkowo, odnosząc przy tym całe mnóstwo korzyści.

No i najważniejsze – możesz zacząć używać map myśli w zasadzie od razu –  jak tylko skończysz czytać ten tekst. Piszę o tym odżegnując się od zasłyszanych teorii, że dopiero setna mapa myśli jest dobrze skonstruowana i że to trudne. Tymczasem moje doświadczenie mówi, że przeciętny uczeń swoją piątą mapę myśli robi już całkiem dobrze, a przy dziesiątej dochodzi do wprawy.

Mapowanie myśli to intuicyjna technika, oparta na ludzkiej tendencji do myślenia obrazami oraz na potrzebie porządkowania świata, to prosty przepis na tworzenie notatek kreatywnych, kolorowych i nielinearnych.
Na marginesie warto wspomnieć, że nielinearnie notowali najwybitniejsi, jak choćby: Pablo Picasso, Leonardo da Vinci, Izaak Newton, Albert Einstein, Karol Darwin, Mark Twain, Krzysztof Kolumb, Vincent van Gogh, Michał Anioł czy Thomas Edison.

Metodę dopracował i rozpropagował Tony Buzan – zmarły niestety w tym roku światowy autorytet w dziedzinie twórczego wykorzystania umysłu, doradca ekip rządowych i wielkich międzynarodowych korporacji, autor cenionych na świecie książek o mózgu i uczeniu się.

Ale do rzeczy!
Żeby narysować swoją pierwszą mapę, wystarczy zobaczyć dobry przykład i poznać parę podstawowych zasad.
Jako przykład wklejam zdjęcie z książki Tony’ego Buzana: „Rusz głową" 




A teraz instrukcja:  

  1. Notatkę zaczynamy od środka, w którym zapisujemy lub oznaczamy symbolem jej temat (Uwaga!!! Początkującym zwykle środek zajmuje za dużo miejsca, a wtedy brakuje go na zasadniczą treść)
  2. Od punktu centralnego (tego tematu właśnie) odchodzą promieniście grube linie (zagadnienia), od nich nieco cieńsze. Całość przypomina komórkę nerwową lub jak kto woli – kępę drzew zrośniętych w centralnym punkcie.
  3. Linie (grubsze przy środku, a cieńsze na zewnątrz oznaczają zagadnienia, które są kluczowe dla tematu.
  4. Jak widać na zamieszczonych zdjęciach, nad liniami piszemy pojedyncze słowa – najlepiej pisać je wyraźnymi drukowanymi literami. Ważne, aby pamiętać, że nad każdą gałęzią umieszczamy jeden, najwyżej dwa wyrazy.
  5. Zwykle mówię, że Twoja Mapa Myśli, jak baner – powinna być z daleka czytelna i kolorowa, żeby bez trudu odczytywać jej przekaz.
  6. Notatkę sporządzamy na dużego formatu czystym papierze, minimum A4, ustawionym poziomo (zgodnie z ludzkim polem widzenia), a gałęzie wyznaczamy pod takim kątem, żeby nie obracając kartki było wygodnie nad nimi pisać, a potem odczytywać najważniejsze treści (poczatkujący często rysują pionowe linie nad którymi niekomfortowo jest pisać!)
  7. No i kolory!!!! Buzan tworzy bajecznie kolorowe obrazy, kreatywne, przyciągające, wesołe. Im więcej kolorów, rysunków, piktogramów (małych rysunkowych symboli) – tym lepiej – mózg się nie cieszy różnorodnością obrazów, a my łatwiej zapamiętujemy treść notatki.

A więc do dzieła, opanuj metodę i stosuj ją –  zabaw się, oderwij od komputera, przełóż treści na kolorowy świat skojarzeń.

  • Obserwuj skuteczność uczenia, rozumienia, zapamiętywania.
  • Zobacz, jak dobrze tworzy się nowe koncepcje, jak twoje pomysły nabierają wyrazistości i precyzji.
  • A w końcu przynieś ją do pracy – dla swojego zespołu i twórzcie razem – niech mapy posłużą Wam do kreatywnych burz mózgów, dl planowania, do podsumowań firmowych działań.
  • Naucz notować przy pomocy mindmappingu swoje dziecko – być może przyjdzie ci rysować razem z nim, bo jeśli nie rozumie tematu nie będzie umiało narysować mapy, ale jeśli ją narysuje, możesz być pewny, że temat nie tylko zrozumie, ale i w dużym stopniu przyswoi. No i jeśli zachowa swoją mapę, to jego powtórka do klasówki potrwa o połowę krócej – wszystko co ważne ma przecież w wersji skrótowej i na jednej kartce.

Co jeszcze? Może jeszcze coś, co dodaje motywacji? 😉

Może warto, żebyś wiedział,  że mapy mentalne łączą w sobie lewopółkulową logikę i uporządkowanie (wyraźna struktura i ranga informacji) oraz prawopółkulową grę zmysłów i kolorów, które pobudzają mózg do intensywniejszej pracy i zapamiętywania.
Do tego warto zwrócić uwagę na fakt, że umożliwiają notowanie zgodnie z chaotyczną nieco naturą mózgu. Pracując koncepcyjnie, produkujemy przecież różne pomysły w przypadkowym porządku, a więc stosując tradycyjne notatki linearne, jesteśmy zmuszeni ciągle je poprawiać. W przypadku mindmappingu dorysowanie nowej linii, pomiędzy innymi już istniejącymi, jest prostym i szybkim zabiegiem.

A jeśli zwrócimy uwagę, że MM zawiera ok. 90% mniej słów niż tradycyjna notatka, to nietrudno wysnuć słuszny wniosek, że powtarzanie wiedzy zapisanej w ten sposób zajmuje krótką chwilę, a więc przed egzaminem czy spotkaniem – rewelacja!!!

A wiec do dzieła!

A przedtem możesz jeszcze posłuchać instrukcji mistrza, która rozwieje Twoje ewentualne wątpliwości. 


https://www.youtube.com/watch?v=MlabrWv25qQ&t=2s

środa, 7 lipca 2021

Uczysz się na błędach? Zmień perspektywę! Czyli między ignorancją a skutecznością.

 



„Jak mam rozmawiać ze swoimi ludźmi o ich błędach?” – zapytał mnie pewien menedżer, który przeczytał o tym, że w procesie uczenia się zespołu błędy trzeba akceptować. 


Błąd na piedestale

Doczekaliśmy czasów, kiedy w opozycji do starego szkolnego zwyczaju karania za błędy, mówimy: „Ucz się na błędach, to najlepszy sposób nauki”. Zasadę podchwycił ochoczo świat biznesu – modne obecnie teorie zwinnego zarządzania zmianą, czy zarządzania projektami przypominają, że niepowodzenia są naturalnym elementem w drodze do osiągania rezultatów.

I tu przyda się małe wyjaśnienie – pisząc „błąd” mam na myśli zarówno niewielką usterkę, jak i wydarzenie, które jest postrzegane przez nas w kategorii niepowodzenia czy porażki. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że owo „postrzeganie” jest różne osobniczo.

 

Warto przypomnieć, że porażki spędzają ludziom sen z powiek od dawien dawna, a teoria konstruktywnego podejścia do błędów obfituje w wiele cytatów, anegdot, a nawet ćwiczeń coachingowych. Żeby pozwolić błądzącemu człowiekowi odetchnąć i złapać dystans do swoich niepowodzeń zakłada się, że „błąd” należy traktować jako niezbędny element rozwoju. I deklaratywnie tak się go traktuje.

Dlaczego wciąż boli

Deklaratywnie, bo moje doświadczenia w pracy z ludźmi i zespołami wskazują, że rozsądny osąd swoich własnych porażek bywa dużym problemem.  

Nic dziwnego – błąd – nawet taki o którym „wiem tylko ja”, może skutkować znacznym spadkiem zaufania do siebie, może też rzutować na mój ekspercki wizerunek, a nawet karierę.

A więc niechętnie przyznajemy się do błędów i cierpimy z ich powodu, a im bardziej się nie przyznajemy, tym bardziej cierpimy. 

Jak sobie z tym poradzić?

Temat jest ważny, zwłaszcza, że konstruktywne podejście do błędów pozostaje w ścisłej korelacji z naszą efektywnością, odpornością psychiczną, umiejętnością uczenia się, pewnością siebie, a nawet charyzmą.

Mnie bliskie jest podejście badawcze, które w dużym uproszczeniu (pozostawiając na boku dość istotne nuianse) wygląda następująco – przyjmij do wiadomości porażkę, przeanalizuj, oceń skutki, zastanów się jak zminimalizować konsekwencje, wyciągnij wnioski na przyszłość.
I uważaj na znany w psychologii błąd atrybucji – przyjrzyj się swojej porażce zwracając uwagę na kontekst sytuacyjny i udział innych ludzi.
Pamiętaj o tym również analizując błędy ze swoim zespołem lub pracownikiem.

Ale uwaga!!! Od akceptacji niepowodzeń niedaleko do ignorancji i bylejakości.  

Odpuść przymus zagłaskiwania błędów.

Błędy kosztują, czasem bardzo dużo, więc w biznesie nie mówi się z uśmiechem: „Trudno, kolejny błąd i mamy cenną lekcję”. Nienaturalne byłoby więc aroganckie udawanie nowoczesnego menedżera, który zawsze wspaniałomyślnie i ze zrozumieniem podchodzi do błędów. Jeśli przeżywasz porażkę swoich ludzi, możesz wyrazić swoją dezaprobatę, zawód, złość – byle kulturalnie, oceniając konkretny wynik, a nie człowieka.  

Działaj

W biznesie (i w życiu zresztą też) rozsądnie jest działać – naprawiać, co się da naprawić i robić dobrze, pozostałe rzeczy.
Więc po prostu działaj – mimo bólu, dyskomfortu, zniechęcenia. Daj też szansę działania swoim ludziom. Nic tak nie podnosi naszej samooceny, jak działanie. Nic też tak nie naprawi sytuacji jak działanie.

A może zmienisz perspektywę?

Na koniec pragnę namówić Cię na zmianę podejścia do problematyki błędów – do większej koncentracji na sukcesach i na procesach, które do nich prowadzą, na tym, w czym jesteście dobrzy i co Wam się udaje najlepiej na świecie – to tu najprawdopodobniej kryje się centrum Waszej skuteczności.
Bo koncentracja na sukcesach motywuje, uskrzydla i rozwija. Przetestowałam je z zespołami, z którymi pracowałam jako przedsiębiorca, przetestowałam z zespołami moich klientów.

Czy to znaczy, że mamy lekceważyć błędy?

Absolutnie nie. To znaczy tylko tyle lub aż tyle, że z sukcesów możemy wyciągać tak samo lub nawet bardziej wartościowe lekcje, niż z błędów i że pora zacząć rozwijać mistrzostwo w uczeniu się na sukcesach.
Robię to od lat z moimi klientami, robię to na warsztatach, w procesie consultingu i w czasie sesji coachingowych.

Jeśli potrzebujesz wsparcia, zapraszam do kontaktu.

piątek, 7 maja 2021

Mów, a nie przemawiaj.

                 


                                              


                                                                         

     "Tam, gdzie przemawia serce, nie wypada,
           aby rozum zgłaszał wątpliwości."

Milan Kundera





Obiecałam kontynuować temat wystąpień, więc dzisiaj trochę spostrzeżeń, wynikających z moich doświadczeń. Sądzę, że potrafię znaleźć wspólny język z prawie każdą grupą. Mało tego – bardzo lubię mówić do ludzi. A kiedyś… cóż, oględnie rzecz ujmując nie wychylałam się zanadto;) Ale trochę doświadczeń, chęci i jak się okazuje, można wszystko wyćwiczyć.


Tak więc dziś, zgodnie z obietnicą, postaram się wygenerować 5 zasad, które, mnie osobiście najbardziej pomagają w kontaktach z szerszym audytorium. Przy czym, szersze audytorium to dla mnie od kilunastu do ok. kilkuset osób.  


Ale przechodząc do rzeczy – mój prywatny ranking zasad mówcy, to: 


Po pierwsze!

Książki mówią, że najważniejsze jest wejście, pierwsze kilka – kilkadziesiąt sekund. Mowa ciała, wygląd. Oczywiście tak, ale …ileż to razy zdarzyło nam się, że niepozorny, przygarbiony człowiek zaczynał mówić … i natychmiast zmienialiśmy o nim zdanie? Robił się interesujący w momencie, w którym zaczynał opowiadać pasjonujące rzeczy – zmieniała się jego fizjonomia, ruchy, rósł, prostował się. 
Czasem na początek prelegenci uśmiechają się i rzucają jakiś luźny żart, bo są z natury pogodni. Czasem zadają pytanie publiczności i naprawdę słuchają odpowiedzi. 
Tak więc ja postawiłabym tezę, że najważniejsza jest prawda i już na wejściu autentyczne zainteresowanie tematem, chęć przekazania czegoś ludziom, a  nie udawanie, że jest się mądrzejszym, czy lepszym niż się jest, bo każda publiczność natychmiast wyczuje fałsz. 


Po drugie!

Trzeba lubić ludzi, a nie tylko udawać, że się ich lubi. Trzeba umieć znaleźć przyjemność w mówieniu do sympatycznej uśmiechniętej grupy i od razu dać im trochę siebie, ale też z ciekawością i radością z nowego wyzwania wejść do zespołu patrzących na nas z góry biznesmenów. Trzeba też umieć znaleźć się w grupie, która jest na poziomie tworzenia się i ludzie przybierają w niej różne pozy po to, żeby zaznaczyć swoją wartość. Po prostu  starać się zrozumieć ludzi, do których się mówi. I tu jest miejsce na dostrojenie - dostosowanie swojej mowy ciała, tembru głosu i mimiki do przekroju grupy. 
Do wykładowców mówić z punktu widzenia wykładowcy, do matek z punktu widzenia mamy, do studentów ciekawych wiedzy – jak ciekawy wiedzy człowiek, do biznesmenów – jak specjalista, który doskonale zna pozycję swojego audytorium. 
Kiedyś, przeprowadzając szkolenie z kontaktów z mediami dla biznesmenów i samorządowców, miałam mówić rzeczy dla mnie oczywiste, które powinny być też oczywiste dla moich słuchaczy, ale miałam podejrzenie, że nie były. 
Wtedy wpadłam na pomysł, jak uczyć, żeby nie urazić audytorium. Otóż kluczowe informacje wprowadzałam słowami: „jak doskonale państwo wiedzą…”, „przypomnę oczywistą rzecz…”, „oczywistym jest, że…”. Jak oni to notowali!:)  

Zobaczyli, że prelegent docenia ich pozycję i doświadczenie i poczuli się bezpieczni. 
Po wszystkim  studenci, obserwujący mój wykład pytali, jak ja to robiłam, że się w ogóle nie denerwowałam.  Odpowiedziałam im prawdę - denerwowałam się okropnie już przez dwa tygodnie poprzedzające szkolenie, a w trakcie?...po prostu byłam przygotowana. 


A więc po  trzecie - być doskonale przygotowanym.

Co to znaczy być doskonale przygotowanym? Swój poziom przygotowania każdy potrafi określić sam, zresztą dla każdego, co innego znaczy „doskonale przygotowany”. Dla mnie najważniejsze jest aby wiedzieć jak rozpocząć, mieć w głowie pierwsze dwa – trzy zdania, wiedzieć co słuchacze mają wynieść ze spotkania ( ideał to umieć zawrzeć treść swojego wystąpienia w jednym zdaniu) i mieć coś do powiedzenia na koniec. 
Dobrze jest skończyć mocnym akcentem. O konieczności posiadania większej niż wyartykułowana w wystąpieniu,  wiedzy merytorycznej, tylko wspomnę, bo to moim zdaniem oczywistość. 


Po czwarte - wiedzieć czego potrzebuje słuchacz.

Czyli zidentyfikować potrzeby widowni i pamiętać, że mówimy dla niej.
Gdy temat jest już od początku pasjonujący dla grupy - ludzie słuchają, widać zainteresowanie.
A co zrobić, gdy  grupa nam „odpływa”? 
Wtedy - zanim będzie za późno trzeba zareagować – zadać parę pytań, rzucić anegdotkę, zrobić chwilę przerwy. Na marginesie - pytania to doskonała metoda na pustkę w głowie prelegenta (zyskujemy czas na zebranie myśli). 


I po piąte -  mówić prostym językiem.

Nie zamierzam tu przytaczać suchych zasad mglistości wypowiedzi, wystarczy, jak wspomnę tylko, że wszelkie długie, wielokrotnie złożone wyrazy, zwroty fachowe lub obcojęzyczne znacznie zaciemniają przekaz, chyba że mówimy do grona fachowców. Najwybitniejsi mówcy, to ci, którzy mówią jasno i zrozumiale. To oni są uważani za charyzmatycznych i pociągają za sobą tłumy.



          Myślę, że w tym momencie mój odbiorca już się tyle naczytał, że czas kończyć! Lepiej zostawić trochę niedosytu, niż przesyt. I to będzie ostatnia nienumerowana zasada – wiedzieć kiedy skończyć i mieć trochę dystansu do siebie – nikt i nic nie jest doskonałe, mój blog też, a moja wiedza nie jest absolutna;)

czwartek, 4 lutego 2021

Jak "ogarnąć" wszechobecny stres przedsiębiorcy?

 


 „Boże! Proszę, daj mi siłę,
abym pogodził się 
z tym, 
czego zmienić nie mogę; 
odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę 
i mądrość, abym potrafił odróżnić jedno 
od drugiego.”
                                                     Marek Aureliusz

Kim powinien być współczesny przedsiębiorca?…
Charyzmatycznym przywódcą, który wyznacza cele?
Człowiekiem, który nieustannie podtrzymuje motywację swoich pracowników?
Czy liderem, który (wg. J.P.Kottera) ma przygotowywać organizację na zmianę i być wciąż na posterunku?
A może zgodnie z zaleceniami D. Golemana powinien odznaczać się ponadprzeciętną inteligencję emocjonalną?
Ciekawy obraz skutecznego przedsiębiorcy wyłania się z książki  Jima Collinsa i Mortena T. Hansena „Wielcy z wyboru”. Autorzy publikacji zbadali siedemdziesiąt pięć światowych korporacji, wytypowali te (jak choćby IBM, Intel, Apple czy Southwest Airlines), które wykazują dziesięciokrotnie większą rentowność od innych i zidentyfikowali zestaw kluczowych cech najskuteczniejszych liderów.
Wyróżnione cechy to: fanatyczna dyscyplina (czyli konsekwentne, systematyczne, wręcz obsesyjne dążenie do realnego celu), empiryczna kreatywność (ostrożne, poprzedzone wcześniejszymi testami, wprowadzanie innowacji), produktywna paranoja (pełna czujność, minimalizacja ryzyka i wytężona praca nawet w sytuacji prosperity), a także ambicja oddania się sprawie większej niż my sami, bez nadmiernego eksponowania swojej osoby.
Niezależnie od kierunku teoretycznych rozważań, jedną z kluczowych kompetencji człowieka zarządzającego firmą okazuje się jednak uważność. To dzięki niej możemy na bieżąco analizować sygnały płynące z rynku, nastroje panujące wewnątrz firmy i zbawienne podszepty własnej intuicji, dzięki uważności docierają do nas potrzeby klientów i parterów biznesowych oraz konstruktywne uwagi pracowników.

Tymczasem codzienność menedżerów to nadmiar zajęć, gonitwa myśli, wysokie wymagania stawiane sobie i innym, presja czasu i ludzi.
W takich warunkach uważność bywa nie lada sztuką.
Poddany ogromnej presji człowiek nie zauważa oznak swojego permanentnego przemęczenia, często pomija istotne informacje, podejmuje błędne decyzje.

Temat przerobiłam osobiście - znam wszystkie fazy przemęczenia, zniechęcenia, stresu. Doznawałam ich jako szefowa, przedsiębiorca, dziennikarka, freelancer i matka wychowująca trójkę dzieci. Na każdym z etapów mojej drogi zawodowej i życiowej ocierałam się o ekstremalne przemęczenie, i zaniedbywałam własne zdrowie. Długo …, aż doszłam do momentu, w którym zrozumiałam, że poklask „tłumu”, nagrody biznesowe i sukcesy największych nawet projektów, są niczym, jeśli nie ma się siły ani ochoty z nich korzystać.
Ale do rzeczy - jak się zatrzymać w tym szaleństwie? O co zadbać?  Jak przeciwdziałać skutkom przeciążenia?
Bardzo ważny jest zdrowy ruch w rekreacyjnej (nie siłowej!) dawce. Ważny jest też odpoczynek, sen, wyciszenie, a nawet odpowiednia dieta. Te i inne elementy zawiera doskonały program antystresowy, który opracował Wojciech Eichelberger. Miałam przyjemność osobiście uczestniczyć w jego warsztatach 8XO (http://dorotanawrotkach.blogspot.com/2015/08/) i jestem bardzo przekonana do metody, więc podaję ją dalej ... swoim studentom, uczestnikom warsztatów antystresowych, znajomym. "Ja sobie według tych zasad ułożę życie" powiedział jeden z moich klientów.

Bardzo cenna dla menedżerów, którzy chcą żyć pełną piersią i jednocześnie podnosić skuteczność działań, jest też wiedza o metodach budowania odporności psychicznej.
Odporność psychiczną można rozwijać samemu lub z pomocą coacha. W tym celu warto przyjrzeć się jej składowym, zastanowić się na jakim poziomie jest nasze poczucie kontroli (nad życiem i emocjami), przeanalizować swój poziom zaangażowania (ma być odpowiednie - nie za duże, nie za małe). Warto także popracować nad wzmocnieniem pewności siebie. Silną psychikę buduje się też zmieniając swoje podejście do trudnych zadań, plasując je w kategorii wyzwań, a nie przytłaczających problemów. Oczywiście każdy potrzebuje pracy nad innym obszarem, więc najpierw należałoby ustalić, co warto wzmacniać, w konkretnym przypadku u konkretnej osoby. 
Ale ponieważ to długi temat i wymagający niejednego artykułu, to do szczegółów przejdę następnym razem, a dziś, na dobry początek, zadam parę pytań. 
Pomyśl o tym, co aktualnie Cię dręczy, pomyśl o problemie, który spędza Ci sen z powiek i zastanów się:
  • Jakie znaczenie będzie to miało za 10 lat?
  • Co dobrego ta sytuacja może Ci przynieść?
  • Jaka może być najwartościowsza, płynąca z niej lekcja?
  • Jak możesz myśleć o tej sytuacji inaczej?
  • Jaka Twoja reakcja będzie (teraz lub następnym razem) najlepsza dla Ciebie i dla świata?
I jeszcze zapytam: 

  • Jakim przedsiębiorcą lub menedżerem chcesz być? 
  • W którym kierunku i w jaki sposób chcesz prowadzić swoją firmę?

wtorek, 1 grudnia 2020

Pisanie, które leczy ciało i psychikę.

 

Było to w 1972 roku. Obiecujący młody absolwent psychologii ożenił się i zupełnie niespodziewanie popadł w depresję - zaczął wątpić w sens swojego związku, niewiele jadł, za to pił alkohol, palił papierosy, leżał w łóżku i izolował się od ludzi. Gdy minął miesiąc i bliscy bardzo się już o niego bardzo martwili, nagle niespodziewanie wyszedł z łóżka, usiadł przy maszynie do pisania i zaczął pisać. Na białą kartkę papieru przelewał cały swój stres, zwątpienie, wszystkie trudne emocje. Pisał o swoim małżeństwie, o pracy, o seksie, rodzicach.  Pisał i pisał, trwało to kilka dni, aż w końcu chyba wypisał całą swoją bezsilność wszystkie żale i wątpliwości, bo poczuł się zdecydowanie lepiej. Zaczął znowu normalnie żyć, poprawiły się jego relacje z żoną, jego kariera naukowa zaczęła nabierać tempa. Obecnie jest profesorem teksańskiego uniwersytetu, autorytetem w zakresie wpływu języka na nasz stan psychiczny, twórcą teorii pisania ekspresywnego, a nazywa się James W. Pennebeker.

…..
Pisanie, jako lekarstwo na obolałą psychikę, tak naprawdę stosowane jest od bardzo wielu lat - już cztery tysiące lat temu Egipcjanie, wierząc w tajemną moc słowa, wypisywali imiona swoich wrogów na glinianych tabliczkach, które rozbijali wierząc, w osłabiającą moc rytuału. Terapeutyczne walory literatury wykorzystywało wielu pisarzy, miedzy innymi Henry Miller, Virginia Woolf,  czy Ernest Hemingway, którzy zmagali się z problemami psychicznymi.
…
Liczne badania, które 
przeprowadziło wielu światowych psychologów na tysiącach osób przez niemal 40 lat potwierdzają, że trudne doświadczenia, szczególnie te trzymane w tajemnicy, wpływają negatywnie na nasze zdrowie, a wypisywanie złych emocji ma działanie lecznicze. W książce „Terapia przez pisanie”, której autorami są James W. Pennebaker i Joshua Smyth, czytamy, że pisanie wzmacnia psychicznie i fizycznie.
U ludzi korzystających  z metody 
 zmniejsza się poziom stresu, depresji, lęku, zwiększa wiara w siebie. Dodatkowo poprawia się ich stan fizyczny – lepiej śpią, mniej odczuwają ból i zmęczenie, łagodzą się nawet objawy reumatyzmu i astmy, i … wyraźnie zwiększa się odporność (b
adanym osobom pobierano krew przed sesją pisania oraz kilka miesięcy po i stwierdzono istotne zmiany w systemie odpornościowym).
Metoda jest więc szeroko stosowana – wykorzystują ją psychoterapeuci, a także coachowie, bo pomaga nie tylko wypisać emocje, ale i znajdować rozwiązania.  
….
W takim razie, jak pisać?
Okazuje się, że tu mamy dość duże spektrum możliwości:  

·         Możemy pisać listy, pamiętniki, afirmacje, czy wypisywać stres w postaci strumienia myśli, wyrzucając na papier wszystko, co nam przychodzi do głowy.
·         Ważne, żeby pisać 15 – 30 minut dziennie przez kilka dni pod rząd.
·         Pisać dla siebie, bez obawy o cenzurę, poprawność językową.
·         Opisywać nie tylko fakty, ale i emocje i uczucia, nie cenzurować niczego, pozwolić sobie je wyrazić, niezależnie od tego, czy wydają nam się poprawne, czy nie.
Przecież można to wszystko później zniszczyć – podrzeć, spalić.
·         Nie zmuszać się na siłę do sięgania do przeżyć, które są zbyt bolesne, na których ekspresję nie jesteśmy gotowi.
·         Można pisać o trudnościach i możliwych rozwiązaniach, spoglądać na sytuację z wielu stron. To często pomaga znaleźć rozwiązanie.
W nagraniu na moim kanale YouTube zachęcam do pisania Pamiętnika z pandemii, który może mieć wartość terapeutyczną i historyczną.  
Link do nagrania: https://www.youtube.com/watch?v=4UAK09ZRle0

Zmiana zasad - poradnik lidera

  - Jak mam zmienić zasady, skoro pracownicy przyzwyczaili się do tego, co było? Jak oni mnie potraktują, jeśli powiem, że to, co robiliśmy ...